W sobotę 5.04.2003 nad ranem,  zmarła w szpitalu w Radzyniu Podlaskim
wybitna poetka Marianna Bocian. Pochodziła z Bełcząca na Podlasiu.
Studiowała (polonistykę i filozofię) , żyła i tworzyła we Wrocławiu. Jej
debiut  literacki przypadł na lata sześćdziesiąte. Opublikowała wiele
dzieł - m.in. tomy poezji :
"Poszukiwanie przyczyny"(1968), "Wieża Babel pospolita"(1972), "Narastanie"
(1975) "Proste nieskończone"(1977), "Ograniczone z nieograniczonego"(1982),
"Spojenie"(1988), "Stan stworzenia"(1989), "Gnoma"(1992), "W kręgu stanów
ludzkich"(1995),"Bliskie i konieczne"    (2001), liczne eseje, teksty
krytyczne, a także podręcznik literatury dla dzieci. Tworzyła wiersze
przepojone miłością do człowieka i przyrody, Kosmosu, odwołujące się do
fundamentów etycznych bytu ( w tym   greckiego rozumienia harmonii),
wołające  o Jednię człowieka ze światem. Przypominała, że naszym obowiązkiem
jest myślenie, czuwanie, niezgoda na zło. W swoim testamencie poetyckim

"..chciałabym zostawić po sobie
    radosną ciszę nieznanej w świętości ziemi
    wieczną rodność zieleni
    niewypowiedziane Słowo..."

· 

Witam serdecznie..

Czy moze mi ktos powiedziec/pomoc gdzie moge znalezc cos na te tematy :

1. Inżynieria genetyczna - osiągnięcia, obawy - nadzieje


Wiedza i życie, Świat nauki.
Odradzam gazety typu "Polityka", "Rzeczpospolita" itp, gdzie działy naukowe
są redagowane przez ludzi "spoza" tematu, ostatnio na wykładzie z hodowli
wykładowca pokazywał co śmieszniejsze artykuły z tych gazet, gdzie każdy
tytuł miał przekaz "jak zjesz GMO to umrzesz".

2. DNA - jako nośnik informacji genetycznej


Podręcznik-szkoła średnia

3. Znaczenie zmienności organizmów w przyrodzie i gospodarce człowieka


Podręcznik

4. Etapy rozwoju genetyki i jej główne osiągnięcia


Wiedza i życie i Świat nauki. W podręczniku do biologii (3 klasa LO) też
chyba o tym było. A główne osiągnięcia -poszukaj przez google coś o hodowli
mutacyjnej i heterozyjnej. Wysłałbym Ci skany wykładów z hodowli ale
podejrzewam że nie doczytałbyś się :

Karpiu.





Czesc.
Prowadzimy tu z kolega spor na temat czy chemia wylonila sie z fizyki i
czy
jest tylko dzialem(ogromnie rozwinietym) fizyki , czy tez odrebnie i
niezalenie
rozwinieta nauka. Rowniez istnieje spor o historyczne pierwszenstwo chemii
z
fizyka .....


"Według powszechnego przekonania do końca XVII wieku
fizyka była nauką o całej przyrodzie. Podręczniki fizyki

nazywamy fizycznymi, chemicznymi, astronomicznymi,
meteorologicznymi, a także całą mineralogię, zoologię,
botanikę i naukę o człowieku (włącznie z anatomią)."

(fragment z wykładu Andrzeja Kajetana Wróblewskiego -"Historia fizyki" -
Wydział Fizyki UW)
więcej na stronie:
http://info.fuw.edu.pl/~akw/historia.html

Mysle ze to wystarczy.
Brysiu





| Wpadł mi w ręce "EGZAMIN KLASYFIKACYJNY Z PRZYRODY klasa IV"
| No i jedno z pytań brzmi: "Po co nasz organizm wytwarza energię w procesie
| oddychania?" Energię ??? W procesie oddychania?
| [...]
| Jedyna odpowiedz jaka tutaj mi pasuje to tylko chyba: "żeby matrix nie padł
| z braku prądu"
| _Matrix_ piszesz... Ano matrix.
| Idź poczytaj o cyklu Krebsa.
Cytat z onetu:


Ach, nie zwróciłem uwagi, że teraz IV klasa to może być tylko podstawówka...

<http://cdniku.pl/pliki/przyroda.pdf

10. Odżywianie i oddychanie
wspólny cel.
- wyjaśnia, w jaki sposób organizm
wykorzystuje pokarm,
- wskazuje sytuacje, w których wzrasta
zapotrzebowanie człowieka na tlen i
pokarm,
- wymienia przykłady zawodów, które
wymagają dużego wysiłku fizycznego
- określa różnice między wymianą gazową
a oddychaniem,
- określa istotę procesu oddychania
- zapisuje reakcję oddychania,
- wyjaśnia, w jaki sposób wykorzystana
jest energia uzyskana ze spalania
pokarmu,
- wyjaśnia, jaki związek zachodzi między
oddychaniem i odżywianiem
Pomiar tętna przed wysiłkiem i
po wysiłku.
Podręcznik, zeszyt ćwiczeń.

Proste, prawda? Aicha juz wyjaśniła -- cukier plus tlen...


· 

Użytkownik "G.G."...

| Ale sie dzieje i o czym to swiadczy. Tak samo jak wiele metod
naprawiania
| zmutowanego DNA.

Zauwaz jednak ze np. pieski juz nie sa tak wybredne i dosc niepodobne
osobniki sie ze soba parza. U ludzi rowniez nie jest tak ze tylko
najpiekniejsi plodza dzieci a u wielu gatunkow zwierzat monopol na
rozmnazanie ma po prostu najsilniejszy/najsprytniejszy samiec.


Dobrze, ale ja nie o tym mowie.
Chodzi mi o to, ze w przyrodzie wystepuje szereg mechanizmow obronnych
ograniczajacych ilosc mutacji do minimum.

| Jednak jak te kosci przeksztalcily sie w palce, nie mamy juz pojecia.

Mamy pojecie, zerknij do podrecznikow.


Nie znalazlem nic o formach posrednich miedzy pletwa a lapa.

No i ? Co w tym niby ma przeczyc ewolucji czlowieka od wspolnego przodka?
Te
roznice sa pieknym swiadectwem ewolucji :-)


Nie rozumiem, dlaczego fakt, ze cos wystepuje tylko np. u Afrykanow ma byc
pieknym swiadectwem mechanizmu "przypadek+dobor"?

| Jest dziedziczny, rzeczywiscie wystepuje u czesci populacji (nie wiem
czy
| akurat bialej) i jest za to odpowiedzialny konkretny gen.

| Skad wiesz?

Czytalem :-)


Gdzie? :)

GG


--
Pozdrawiam,
Paweł Klimaszewski
ICQ UIN: 8757954


Jakoś zanim człowiek się pojawił i zaczął łowić ryby taka klęska nie nastąpiła. Przyroda bez człowieka da sobie spokojnie radę. Przypominam, że jeszcze przez II wojna dorsza w Bałtyku łowiono sporadycznie. Zresztą dyskusja jest akademicka, bo każdy wzrost populacji zostanie szybko skonsumowany przez rybołówstwo. Klęska urodzaju dorsza na pewno nam nie grozi. A przykład z żubrem był szkolnym, prostym przykładem jak działa przyroda. Operujemy teraz na prostych mechanizmach, na poziomie wiedzy licealnej. Odsyłam do podręcznika liceum, w szczególności polecam rozdział Ekologia (która jako nauka biologiczna nie ma nic wspólnego z "ekologami" i ich "ekologią"), ewentualnie polecam najprostszy podręcznik Ekologii np. Oduma.

Do prehistorii mam wracać? Nie pamiętacie jak robili spędy u wojewodów? A fachowcy z ministerstwa środowiska przyjeżdżali.
Próbę szkolenia podjęłaa też Gosia B. (COWI), która z duńskich pieniędzy robiła warsztaty dla przedstawicieli rdLPów - w Białowieży. I to było praktycznie wszystko.
Nadto samorządowcy dostali z ministerstwa jakieś broszurki 16-stronicowe (były dla każdego radnego), ale z nich niewiele wynikało.
Należę do nielicznej grupy szczęśliwców, którzy dodatkowo byli szkoleni - też w Białowieży w trakcie przygotowywania takiego pierwszego podręcznika, któy trafić miał do rdLP (taki czarny segrefator z CD).
I tak to wpuszczono nas wszystkich w kanał.
Czesi w tym czasie załatwili sobie forsę na inwentaryzację (w tym sprzęt elektroniczny z GPSami włącznie).
Uczestniczyłem też w pracach Komisji oceniającej projekt planu ochrony dla N2k (powołanej przez wojewodę) - odrzuciliśmy ten projekt (podobnie jak kilka innych przez inne komisje w kraju). Było coś o tym w Lesie Polskim (to już jakieś 2-3 lata temu). Plany powstawały przed uchwaleniem przez Sejm "nowej" ustawy o ochronie przyrody, w której zapisano kilkadziesiąt artykułów o N2k. - później to zmieniono w kolejnych wariantach.
Nie mam ochoty do tych spraw wracać, bo niestety realia się zmieniły. Wreszcie - dzięki konfliktowi wokół obwodnicy Augustowa - społęczeństwo szerzej dowiedziało się o tym czym jest cała N2k i czym one w efekcie grozi, jeśli podchodzi się wyłącznie jednostronnie do jakiegoś zagadnienia - zwłąszcza na styku człowiek-środowisko.

Nigdy nie mieszkałam w pałacu ani w miejscu, które by choć trochę pałac przypominało. Jeśli zakładamy, ze mieszkanie w pałacu wiąże sie bezpośrednio z posiadaniem służby to wszystko w porzadku. Gorzej by było, gdybym dostała pałac do zamieszkania i musiała sama zatroszczyć się o sprzątanie, opał, jedzenie. Normalnie survival:D :D :D
Wolałabym jednak to pierwsze rozwiązanie, więc zakladając, ze jest służba i nie muszę zajmować się przyziemnymi rzeczami, wygospodarowalabym sobie dobrze oświetlone miejsce, w którym zrobiłabym atelier. Mogłabym poświęcić się rysunkowi i pisaniu, ogrodnictwu, uprawie ziół i robieniu mikstur. No, raj na ziemi, normalnie:D
Oczywiście zakładam, ze etykieta dworska by mnie jakoś specjalnie nie krępowała. W miarę porzadnie zachować się potrafię, więc na wejściu pośmiewiska z siebie bym nie zrobiła. Potem mogłoby być trochę gorzej. Ale od czego są nauczyciele, obserwacja i odpowiednie podręczniki.

Natomiast na temat mieszkania na wsi wiem całkiem sporo i o ile za chińskiego boga nie chciałabym tam mieszkać w czasach średniowiecznych (czyli w tym okresie, który jest tak ukochany przez twórców fantasy), to już w tych współczesnych jak najbardziej. Wystarczyłaby mi działeczka 1500 m kw, przytulny, piętrowy domek z ogrzewaniem etażowym i stryszkiem przystosowanym do czynności wymienionych w akapicie na temat zajęć w pałacu (no, może ogrodnictwem jednak zajęłabym się na dworze). Bliskość przyrody, cisza, spokój i żadnego warkotu samochodów za oknem. Mogę się wprowadzać choćby w tym tygodniu:D

--
Gdy człowiek wpada na pomysł to jeszcze nie wiadomo, co sobie o niego rozbije.

no a ja własnie nienawidzę oglądać filmów z lektur nie wiem czemu
a co do książek ostatnio wciągaja mnie ksiązki historyczne ale nie takie z typu sienkiewicza czy coś bo opisów przyrody nie znoszę ale takie co podaja suche fakty a poza tym wszystkie rodzaje podrecznikow o anatomii człowieka

Też kiedys wierzyłam, ze człowiek pochodzi od małpy. Wiedziałam to z lekcji biologii, przyrody, z tych rysunków w książkach (chyba wiecie o co chodzi).
Póżniej trafiłam (już nie pamiętam cyz to był artykuł w necie czy jakiś film dokumentalny) na program o całej teorii Darwina.
Wszytsko ąłdnie pięknie, Darwin sobie powiedział swoją teorię, ludzie po jakimś czasie uwierzyli. Znaleźli ślady tej stopniowej ewolucji z małpy w człowieka. W tym czymś na co trafiła przypadkiem udowodnili, ze wszystko było zrobione pod teorie, wykopane szczatki naszych pra pra (prapra..) przodków były sfałszowane, a te śmieszne obrazki z naszych szkolnych podręczników to wymysły ich twórców.

Teraz sama nie wiem w co wierzyc. Adam i Ewa czy Ewolucja.
W każdym bądź razie gadalismy o tym z ksiedzem na religii. Powiedział nam coś takiego "Bóg najpierw stworzył niebo wodę ziemie, zwierzęta. potem sobie odpoczał, o człowieku jest wzmianka troche później, nie jest w biblii podana dokłądna data kiedy stworzył człowieka."

Czemu tak długo się tu rozpisywać?

"Człowiek, tak samo jak karaluchy, jest w stanie przetrwać wszystko". Na takie właśnie zdanie natrafiłam, czytając podręcznik do angielskiego, związany z przyrodą.
Trudno się z tym nie zgodzić. Jak nikt inny ludzie maja niesamowite zdolności przystosowywania się. Jednak chyba wszystkiego, nie są w stanie przetrwać :D

Co do przyszłości naszej ziemi, powiem krótko: kiedyś coś lub ktoś ją "rozwali".
Jak nie ludzie, to meteoryt lub sama siebie, po przez pole magnetyczne.

Przykładowa literatura:

A-E Park krajobrazowy w polskim systemie prawnym

A.Lipiński, Prawne podstawy ochrony przyrody, Kraków 2007
W.Radecki, Ustawa o ochronie przyrody. Komentarz
K.Gruszecki, Ustawa o ochronie przyrody. Komentarz
J.Jendrośka, M.Bar, Prawo ochrony środowiska. Podręcznik

F-K Prawne podstawy gospodarki odpadami w odniesieniu do zużytego sprzętu
elektrycznego

M.Górski, Gospodarowanie odpadami w świetle wymagań prawa wspólnotowego i polskiego prawa wewnętrznego, Poznań 2005
J.Jendrośka, M.Bar, Prawo ochrony środowiska. Podręcznik

L-O Odpowiedzialność administracyjna za szkody w środowisku

M.Górski, Odpowiedzialność administracyjnoprawna w ochronie środowiska, Kraków 2008
W.Radecki, ustawa o zapobieganiu szkodom w środowisku. Komentarz
B.Rakoczy, Komentarz do ustawy o zapobieganiu szkodom w środowisku

P-S Problematyka zrównoważonego rozwoju w polskim systemie prawnym

R.Paczuski, Ochrona środowiska, Bydgoszcz 2008
Zrównoważony rozwój. Od utopii do praw człowieka, red. A.Papuziński, Bydgoszcz 2005
Księga Pamiątkowa Profesora Ryszarda Paczuskiego, Bydgoszcz 2003
Z.Bukowski, Podstawy prawa ochrony środowiska dla administracji, Włocławek
J.Jendrośka, M.Bar, Prawo ochrony środowiska. Podręcznik

T-Z Podstawy prawne przeciwdziałania poważnym awariom

A.Lipiński, Prawne podstawy ochrony przyrody, Kraków 2007
J.Jendrośka, M.Bar, Prawo ochrony środowiska. Podręcznik
Z.Bukowski, J.Ciechanowicz-McLean, B.Rakoczy, Prawo ochrony środowiska. Komentarz

Nie wiem czy wiecie o tym, że w przyrodzie są trzy żywe gatunki czyli:
-człowiek
-zwierzę
-roślina

A więc oto daję wam dowód na to, że człowiek zwierzęciem nie jest


Wypisując takie bzdury dajesz tylko dowód na swoją niewiedzę, co raczej skreśla cię jako osobę wypowiadającą się w tym temacie. Proponuję zacząć od podręcznika do biologii - jak ktoś wspomniał wyżej, istnieje podział na pięć królestw, jak następuje: bakterie, protisty, grzyby, rośliny, zwierzęta. I tak jak wszelkie podziały są oczywiście kwestią umowną, a także sporną (o czym świadczy fakt, że jeszcze kilka/kilkanaście lat temu ten podział wyglądał inaczej i ciągle ktoś go zmienia), to jednak jest to rzecz, od której warto by zacząć, bo jeśli nawet tego nie znasz, to znaczy, że nie masz bladego pojęcia, o czym mówisz.

Chwilka - cała ta dyskusja opiera się na zawartości podręcznika. Mając różne punkty odniesienia, mówilibyśmy przecież o czymś zupełnie innym. Podręcznik zakłada istnienie Rodian, a także magię pochopdzącą od Jedynego, ergo - Bóg istnieje, bo czyni cuda, tak mówi podręcznik. Jest Ciemność, ale można z nią walczyć za sprawą księży, krzyży (pytanie do Autorów: dlaczego krzyż stał się świętym symbolem karianizmu???) i temu podobnych. I to jest sytuacja wyjściowa, na której możemy się opierać podczas dyskusji.

A właśnie - dyskusja z definicji polega na przekonywaniu się do swoich nieśiertelnych racji;)


Klocilem sie juz raz z Sejim, czy to, co jest w podreczniku do gier fabulanrych jest prawda objawiona, czy nie. Tu mam mocny argument: Sam trzewik twierdzi, ze to, co jest tam napisane, to moze byc stek bzdur. Jedynego moze wcale nie byc, magia to moze byc jedna z sil przyrody, elf moze byc dalekim kuzynem czlowieka. Tekst jest napisany przez poprawnego politycznie karianina, dla ktorego magia jest be, a Papa i Wolfgang to spoko kolesie. A wcale tak byc nie musi.

I kilka slow do DF vs PiS

PiS - XVII wiek, honorowi, odwazni i szlachetni bohaterowie;

DF - mroczne sily w cieniu, wrog u bram, ciagle wojny, realistyczne oddawanie swiata;

DF + PiS = Monastyr:-)

Klocilem sie juz raz z Sejim, czy to, co jest w podreczniku do gier fabulanrych jest prawda objawiona, czy nie. Tu mam mocny argument: Sam trzewik twierdzi, ze to, co jest tam napisane, to moze byc stek bzdur. Jedynego moze wcale nie byc, magia to moze byc jedna z sil przyrody, elf moze byc dalekim kuzynem czlowieka. Tekst jest napisany przez poprawnego politycznie karianina, dla ktorego magia jest be, a Papa i Wolfgang to spoko kolesie. A wcale tak byc nie musi.


Nie oceniajmy tego, co autor chciał napisać, ale co mu wyszło. Jako, że są mechaniczne podstawy, żeby stwierdzić: cuda istnieją, kapłani dysponują mocą zesłaną przez jakąś siłę, zakładam, że Jedyny istnieje. Jasne, że wszystko zależy od interpretacji, a to, co nie pasuje do naszej wizji można dowolnie zmieniać lub wywalać. Ale oparta na tych zmianach argumentacja nie jest obiektywna. I tyle. Wcale nie uważam tego, co w podręczniku za prawdę objawioną.

Pozdrawiam.

intensyfikacja przestrzeni - coraz wieksze zabudowywanie przestrzeni
desementyzacja terenu - utrata znaczenia
woluntaryzm uzytkowania - uzytkowanie jak sie chce
samoregulacja - przyroda nie regeneruje sie

...nic z podrecznika, nie bo sesja. ... nie studiuje bo musze, studiuje bo sie tym interesuje, wiec wiem pewne rzeczy.

jesli chodzi o arch. i urbanistyke to zatsanow sie bo tam liczy sie glownie ład geometryczny bez uwzglednienia aspektow spol-ekon i ekologicznych... ktorko mowiac brak upodmiotowniena czlowieka. ..co prawda ostatnio nieco to sie zmienia ale to i tak nie to samo

..zmiast budowac markety i inne cuda miasto powinno zadbac o parki itp...

A ja biedna będę miała tragiczne tyły z biologii (nie mogłam iść przez to na biolchema, nie mam w sobie tyle zacięcia, żeby kuć po nocach >_<). Tak to jest, jak człowiek ma z panią filozof przyrody. Przez trzy lata nauczyła mnie li i jedynie, że DNA odkryli Watson i Crick w '56. Czyli biologia praktycznie od podstaw.
(aż się cieszę, że klasa humanistyczna ma w większości przedmiotów inne podręczniki. wersja - dla matołów humanistów XD)


Trochę to dla wsadzania kija w mrowisko :-), ale naprawdę nie jestem
przekonany, czy można znaleźć wyraźną nieciągłość między tym, co specjaliści
uznają jeszcze za kolonię silnie wyspecjalizowanych osobników a tym, co
uznają za prosty organizm o silnych zdolnościach regeneracyjnych (chociażby
wspomniane już gąbki).


To ja ci powiem wiecej - to tylko czlowiek ma taka zwichrowana tendencje do
klasyfikowania wszystkiego, wszystko musi miec swoja szufladke. A tak naprawde
takich rzeczy, ktore sa formami posrednimi, czy ciaglych przejsc jest w
przyrodzie tyle, ze nie tylko tworzenie ostrych definicji jest niemozliwe, ale
nawet taksonomia czesciej niz sie wydaje rozklada bezsilnie rece. A prawde
mowiac, to definicje "kolonia - organizm" potrzebne sa z jakichs powodow
autorom podrecznikow szkolnych, szczerze mowiac cos takiego jest tylko
uproszczeniem ulatwiajacym opis (bo jak sie napisze, ze cos jest kolonia
skladajaca sie z wyspecjalizowanych osobnikow, to calkiem sporo ludzi bedzie
mialo przed oczami wlasnie chocby tego zeglarza portugalskiego, i bedzie
oczekiwac, ze mowi sie o czyms podobnym). A pytanie gdzie sie konczy
skomplikowana kolonia a zaczyna pojedynczy organizm jest troche bez sensu, to
tak, jak sie pytac, w ktorym miejscu na plazy zaczyna sie morze... Inna
sprawa, ze akurat w przypadku zeglarza portugalskiego i psa mozna spokojnie
wskazac cechy charakterystyczne dla skrajnych przypadkow i tutaj wiekszych
problemow z ustaleniem co jest forma skomplikowanej kolonii a co pojedynczym
organizmem nie ma. A przeciez sa jeszcze np. owady spoleczne, az sie dziwie,
ze Przemol nie pyta o to, czy kopiec Formica rufa albo ul zamieszkuje jeden
dziwaczny organizm, czy kolonia (jakies tam kryteria bycia pojedynczym
organizmem, w szczegolnosci funkcjonalne,  takie cos powinno spelniac...).
pozdrawiam,
Pawel


Witam!

Bede rozpoczynal drugi rok studiow informatycznych na Politechnice. Ogolnie
jestem zadowolony z kierunku jaki wybralem, ale zawsze chcialem rowniez
poznac fizyke w jakims stopniu, powiedzmy zadowalajacym, gdyz jakos zawsze
mnie ona pasjonowala, choc mam o niej niestety male pojecie. Co prawda mam
zaliczony przedmiot "Fizyka 1", ale czesto to bylo jakies zakuwanie, czesto
po nocach i rozwiazywanie jakis standardowych zadan. W szkole to bylo
podobnie, choc tam to jeszcze bardziej mi to nieodpowiadalo, bo to byla
tylko nauka korzystania z pewnych wzorow, bez tak naprawde wglebiania sie
bardziej w teorie (oczywiscie to powinienem sam robic, ale czlowiek glupi
byl)... No jest to w jakis sposob mozliwe, bo zadanie z np. pradu da sie
zrobic nie majac ZADNEGO pojecia czym jest prad! Dla mnie to straszne!

Przechodzac do sedna... Chcialbym, abyscie polecili mi jakas serie
podrecznikow, ktora bedzie wprowadzala i prowadzila po glownych dzialach
fizyki, dla osoby, ktora ustalmy, ze prawie zaczyna od zera, od podstaw, od
nowa. Zalezy mi zarowno w bardzo duzym stopniu na teoretycznym podejsciu i
wytlumaczeniu zjawisk fizycznych w dokladny i zrozumialy, jak i roznych
zadaniach, przy ktorych ta wiedza, pewne wlasnosci itp. maja zastosowanie.
Powiedzmy, ze ze strony matematycznej, jesli chodzi o np. analize
matematyczna 1, czy algebre liniowa 1 jestem raczej spokojny, ze sprostam.
Zalezy mi rownoczesnie na podreczniku, ktory bedzie w miare zrozumialy (nie
jakis dla przedszkolakow :) ). Ale w miare przyjemny, bo teraz sa modne
takie "pigulki" z fizyki, gdzie autorzy przescigaja sie, kto potrafi dany
material przedstawic na minimalnej liczbie stron, gdzie kartka podrecznika
sluzy tylko do zakucia setek wzorow, przy zerowych wytlumaczeniach, teorii,
wyprwadzeniach itp.. Chcialbym, zeby wiedza byla dosyc przejrzyscie i bez
sztucznego, studenckiego-przedsesyjnego :) pospiechu wylozona. Poniewaz nie
studiuje fizyki, to po prostu chcialbym codziennie robic sobie jakis
podrozdzial przerabiac.

Wiadomo, ze fizykiem nie bede, ale chcialbym opanowac w jakims powiedzmy
sredniozaawansowanym stopniu taka fizyke ogolna (wiem, ze stopnie wiedzy
ciezko jest zmierzyc :) ). Chcialbym po prostu stwierdzic, ze mam pewne,
nawet w miare duze pojecie o fizyce, o prawach jakie wystepuja w przyrodzie
oraz w miare radzic sobie z roznymi typami zadan.

Czy moglby ktos cos polecic??? Czy sa takie ksiazki?

Pozdrawiam
Nothingman



| Mocno pierwotny? Powiedzmy tak - polowali na siebie wzajemnie.
| No, w sumie człowiek robił to bardziej skutecznie :)
| Dopiero później, na początku szanse były takiej bardziej wyrównane.
Ale kto wygrał? :)


Niestety w ostatecznym rozrachunku - człowiek.

| Czyżba Gwiazda Polarna wtedy świeciła na zachód? ;)
| A skąd mieli wiedzieć, że to się Gwiazda Północna nazywa?
A mnie uczyli że człowiek pierwotny uważnie przyrodę obserwował...


Ale skąd mieli wiedzieć, że ta gwiazda jest akurat północna? Atlasów
nieba wtedy nie było, podręczników survivalu też...

| To jest zdrowy tryb życia - sam pomyśl, wychodząc na spacer możesz wpaść
| pod samochód, zostać zastrzelony, pobity, możesz się zatruć, złapać
| grypę/zapalenie płuc... Siedząc w domciu, przed telewizorem jesteś
| bezpieczny.
No, ale jak cię trafi trzęsienie ziemi czy tornado to lepiej nie być w domu.


Wszystko zależy od konstrukcji tego domu. Coś solidnego wiatrowi się
oprze, a i rozsądne wstrząsy sejsmiczne przetrwać może.

| Mylisz się, niestety. Czysta teoria.
Teoria w sensie 'Przy zwiększaniu prądu emitera tranzsytora rośnie
koncentracja dziur w obszarze bazy co powoduje...'?


Też.

| Wiesz, znikające bocznice widziałem jakieś dwa kilometry od mojego domu.
| Widziałem też opuszczaną przez wojsko niewielką prochownię (kawałek
| dalej - ze 4 km), z której okoliczni mieszkańcy wynosili wszystko, co
| dało się w jakikolwiek sposób oddzielić od matki Ziemi - lampy,
| przewody, drut kolczasty, siatkę ogrodzeniową, cegły (!), pokrywy od
| bunkrów, drzwi, okna, deski, słupki ogrodzeniowe... W ciągu dwu dni
| ogołocili praktycznie całą jednostkę, zanim jeszcze przejął ją kolejny
| właściciel (chyba lasy państwowe).
Naród mamy widzę zaradny... Żeby im się tak pracować chciało...


Inne przykłady - kilka lat temu na drodze szybkiego ruchu przewróciła
się ciężarówka wioząca... gwoździe. Zanim pojawiła się milicja (wtedy
jeszcze nie było poli) na pace nie został już ani jeden gwóźdź. Z
ciężarówką wiozącą płytki (glazurę) było podobnie.

Kacper


Co do bartników, panien i kawalerów zapomniałeś dodać jakim szacunkiem darzyli SWOJĄ PUSZCZĘ, każde drzewo, przyrodę- była dla nich żródłem życia i dochodów, dawała im pożywienie i przetrwanie, była dla nich sacrum...

Z tym sacrum to nieco przegiąłeś. Poszukaj w bibliotekach opowiadania p. Szurkowskiej i poczytaj o tym czym zajmowali się m.in. jej przodkowie.
A powtarzanie truizmów, że puszcza była źródłem ich życia i dochodów nie przekonasz nikogo, do tezy, że obecnie uważają, że należy ograniczyć "ekspansywną turystykę". Skończ też wreszcie z używaniem pojęcia "eksploatacja PB" - bo kompromitujesz się merytorycznie. Albo zajrzyj do pierwszego lepszego podręcznika z zakresu gospodarki - i to wcale nie leśnej. Na tej zasadzie, co Ty można by mówić o tym, że BPN też eksploatuje Puszczę, a naukowcy wręcz ją - powołuję się na teksty prof. Kossak - niekiedy niszczyli w ramach swoich naukowych eksploracji (tego co wiem strażnicy BPN z tego najświętszego dla naukowców miejsca, czyli rezerwaty ścisłego - wynieśli kilkaset kilogramów pozostałości po naukowcach - przerozmaitego żelastwa, butelek, słoików itp.) Więc, jak już piszesz coś - to pisz sprawiedliwie o wszystkich problemach do uporządkowania.
Głos ludu jest tylko wtedy zagłuszany, gdy inni krzykacze, tacy choćby jak Ty, uważają, że w imieniu tego ludu występują. Lud natomiast często milczy, bo doskonale wie, że tylko w odpowiednim momencie należy paluchy pchać między drzwi i futrynę. Chętniej sięga po jajka - i uwierz mi, że wcale nie musi być inspirowany przez leśników. Wręcz w tamtym czasie leśników postponował, że byli nieaktywni. Znalazł się wówczas także jeden taki, który chciał wrobić w rozróbę uczniów technikum leśnego. Nie będę ciągnął tego wątku - bo mi po prostu za tego człowieka wstyd.
I na koniec sprawa

Cóż generalnie mamy 4 klasy postaci które są jakby powiedzieć... hmm magiczne:
kapłanów- niezalżnie od tego czy jest to ksiądz, rabin, czy mnich z zakonu shaolin dany kapłan jest niejako łącznikiem między swoim bogiem a jego wyznawcami. Dany kapłan musi zyć według doktoryn jego kościoła, a w zamian jego Bóg pozowli mu uczynić cud- np. w kościele zamkneli się zaatakowni z karawany a sam kościół oblegają bandyci- ksiądz w środku dzięki swojej gorliwej modlitwie może przycznić się do powstania gradobicia tudzież innych ciekawych efektów.
Szalonych naukowców- powiedzie mi że nauka to nie mogia, ale upiryt bądx co badź nie jest normalnym minarałem tak samo jak wynalazki oparte o jego technologie a niekiedy w potężnych przypadkach łamiące prawa fizyki. Przykłądem złego szalonego naukowca jest opetany rządzą władzy Dr. Arliss Loveless, a przykłądem dobrego szalonego doktorka jest chociazby profeser z wehikułu czasu Wellsa który próbuje poprzez zawirowania czasu wskrzesić swoją żonę.
Szamani- to prawda znana nie od dzisaj że indianie są ludem mistycznym. A najbardziej mistyczni spośród inch są szamani- łącznicy świata duchów i ludzi. I własnie w oparciu o duchy przyrody, jednośc z naturą działa magia szamańska. Pozatym świetnie naprawiają radio "czarodziej czarodziej, zepsuć mi się pokrętło od radia- nie miec problemu ja mieć kropelka!".
I chyba sedno twojego pytania Liv czyli kanciarze. Otóż żył sobie w europie pewien człowiek Edmond Hoyle. Poznał on więcej tajemnic nadprzyrodzonych niż jakikolwiek inny śmiertelnik. był merlinem swoich czasów- magiem czyli człowiekiem który wykorzystywał złe duchy do osignięcia określonego celu. Ale Hoyle znał stosunek ludzi do magii i nie miał ambicji skoniczyć na stosie- dlatego wykorzystując to że był dodatkowo zapalonym amatorem różnych gier przykładowo kart, zapisywał swą mistyczną wiedze jako podręczniki o grach. Czytający je ludzie widzieli tam tylko ksiązki o grach ale ci którzy wiedzieli czego szukać... studiowali magie. A po roku 1863 wiele zyskali- albowiem trzesienie ziemni które rozsadziło kalifornie to nie był zwykły kataklizm- od tej pory po ziemnie "stąpa" wiele poteżnych duchów przez co moc magów mogących je wykorzystać równierz rośnie. A jako że na dzikim zachodzie najpopularniejszy jest poker, własnie jego używa się najczesciej do maskowania własnych czarów.
>Kanciarz<

Tyle narazie mogę powiedziec- wszystkie te 4 klasy postaci sa owiane nutką tajemnicy i jesli ktoś zdecyduje się na gre nimi dostapnie dostep do dalszej wiedzy...

Całowanie się w parku nie jest czynem obscenicznym. Gdy pary heteroseksualne się całują, nikt nie ma pretensji, gdy jakaś babcia liże się ze swoim psem, też nikt nie ma pretensji, więc dlaczego pederastom nie można? To są ludzie chorzy, zboczeni, w żadnym razie nie normalni, ale pozwólmy im jakoś funkcjonować w społeczeństwie. Zwierzętom natomiast już niekonieczne... Wszystko tu napisałem odnośnie zwierząt, zdania swego nie zmienię, uważam, że każdy ma prawo robić co chce ze zwierzętami już to z mandatu Bożego, już to z niewzruszalnych praw ewolucji, które wyposażyły go w środki niezbędne do dominacji.

Natomiast tego już nie zdzierżę:
"Chciałam Ci tylko uświadomić, że prawa natury są przestrzegane tylko przez zwierzęta, człowiek natomiast, gdyby zostawić mu wolną wolę, sam by siebie zniszczył i resztę środowiska również, bo prawa natury zwykle ma w głebokim poważaniu. A tego byśmy nie chcieli. Chyba że uznajesz prawo człowieka do zniszczenia planety za równie ważne."

Idąc tym tokiem rozumowania państwo ma prawo kontrolować każdy przejaw mojej aktywności i zrealizować w pełni bigbrateryzację życia. Bo bez wątpienia każde moje działanie w jakiś sposób wpływa na to środowisko: zużycie wody, zużycie prądu, deptanie roślin w trakcie marszu, jedzenie warzyw lub zwierząt, kupowanie podręczników (ile drzew musiało zostać ściętych na jeden podręcznik?), chodzenie do Kościoła (bo a nuż tam głoszą nieprawomyślne poglądy). Najgorsze jest jednak to, że Ty chcesz nad wszystkim rozciągnąć kontrolę dla "dobra" innych. Ty wiesz lepiej, co jest dobre dla mnie i co jest dobre dla planety. Ty ponadto uważasz, że ja jestem zbyt głupi, aby samodzielnie ocenić, co jest dobre dla natury, dla zwierzątek i wreszcie dla mnie. Każdy w jakiś sposób narusza równowagę w przyrodzie i gdyby chcieć wszystko wyrównać, należy powierzyć zarząd nad całym światem grupce ludzi Twojego pokroju, którzy wiedzą, w jaki sposób wszystko uzgodnić i co jest dobre dla każdej istoty żywej.

Z tego się powinnaś leczyć. Poważnie. Ludzi, którzy interesują się całym światem, każdą roślinką, każdym zwierzątkiem, każdym Murzynkiem w Afryce, uważam za poważnie chorych.

W rozgrywce prowadzonej obecnie, artysta awansował do roli jej nieistotnego pionka i jest elementem dwuznacznej gry o swoje ponure przetrwanie. Jeżeli jego fabularne brykiety nadają się do publikacji, można na nim zarobić. Jeżeli nie, opowiada mu się banialuki o wolnym rynku kultury.

Ich niedoskonały, zgrzebny, fabularny tok i nastrojowy szlif jest ceną, jaką ponosi za utrzymanie się na poetyckiej lub prozatorskiej powierzchni. Podatkiem od zubożenia. Skory do przebywania w ułatwionym otoczeniu, jest w nim zagubiony, a jego przemyślenia -śmieszą, gdyż znajduje się pod paraliżującą presją kryteriów narzuconych mu przez popyt, popyt zaś określa mu ich rozmiar i sens.

Jego spostrzeżenia są drobiazgowo nijakie, a wnioski - lekkostrawne, bezpłciowe i zgodne z przepisami; widząc nieznany i groźny świat, patrzy na niego z ironicznym lekceważeniem, z wyniosłej i komfortowej pozycji człowieka zblazowanego. Po trochu ubolewa nad swoją filozoficzną przewrotką, lecz, z mężnym uporem, cierpi na irytujący i postępujący zanik poczucia proporcji; taktu wobec innych i dystansu do siebie.

Uporządkowany i szczęśliwy bez powodu, zahacza sobą o tereny gładkie, wyżwirowane asfaltem, pięciogwiazdkowe, przejezdne i uregulowane, a jego spostrzeżenia są wprost proporcjonalne do nadkwasoty jego wyobraźni. Sprawia wrażenie astmatyka o żelaznych płucach. Wyczynowca mimo woli. Decyduje się na marszrutę po swoim i cudzym życiu - drogą poprawną, wytyczoną przez bezpieczne, dozwolone, bezkolizyjne sznurki dawno już przetartych, lecz dla niego nowatorskich szlaków.

W odkryciach swoich trzyma się wrażeń przedestylowanych przez rozmaite Podręczniki Życia Przyjemnego, doznań utartych, sprawdzonych i rutynowych, takich, jakie może zobaczyć na grupowej wycieczce, do muzeum, na łono plastikowej przyrody, czy z okna swojego bezołowiowego samochodu.

Pamięć wydarzeń teraźniejszych, pomnożona o pamięć wydarzeń minionych, nie jest to tak zwane jego środowisko naturalne, gdyż jego środowiskiem naturalnym jest - kontemplacyjne dno. Nad uciążliwe zmagania z naturą, przedkłada wygodną, luksusową, szablonową włóczęgę szablonowego oryginała.

Przede wszystkim chciałem podziękowac za wyrozumiałośc i za życzliwą pomoc w odpowiedzi na moje pytania Przede wszystkim bardzo mi pomógł QBA Sam wiedziałem że Biblii się nie czyta jak ksiązki przygodowej i że nic nie jest tam napisane jasno i wyraźnie (bo jak ujął Bianco - to nie jest podręcznik do Fizyki) a wszystko to tworzy jakby szyfr, który trzeba specjalnie czytac żeby go zrozumiec ale mimo wszystko wiele z tych rzeczy poprostu mój mały rozumek nie potrafi pojąć a jak już mówiłem jestem typem człowieka nauki który musi mieć coś "na tacy", wytłumaczone! Z drugiej strony Bianco pewnie ma racje - że to jest wiara, jej sie nie tłumaczy, nie wyjasnia, ona poprostu jest i sie wierzy lub nie. Ale nadal nurtuje mnie to:

Cytat:
Czy chcesz przez to powiedzieć że wszyscy ludzie którzy żyli przed Chrystusem nie poszli do nieba? To gdzie poszli - do czyśćca, do piekła, nigdzie nie poszli?

Oczywiście poszli, bo wszystko zależało od człowieka, a nie od tego kiedy się urodził. Nieco absurdalne byłoby gdyby np. Mojżesz czy Abraham poszli do piekła, bo urodzili się przed Wyzwolicielem.


No to jeśli Ci ludzie przed Chrystusem też szli do nieba no to jaki sens mają słowa "Pan Jezus umarł na krzyżu dla naszego zbawienia" skoro przed i po nic się nie zmieniło? Albo sie było (jest) dobrym i idzie do nieba albo odwrotnie! Z drugiej strony Bianco pisze że dusze tych "wczesniejszych" zostały odłaczone od ciał dopiero po zmartwychwstaniu Jezusa a to brzmi jakby Pan Bóg sobie troche na początku "niedopracował planu działania" bo niby od razu dał ludziom duszę która sprawiała że mieli wolną wolę a nie pomyslał gdzie one będą szły po śmierci ciała? Heh dalej nie rozumie Wiecie a może moje pytania sa trochę za trudne bo swego czasu nawet ksiądz na Religii nieźle się zamotał jak próbował mi na nie odpowiedzieć Co do tego szukania Boga to ja to trochę pojmuję jak mój patron z Bierzmowania - św. Franciszek z Asurzu. Kocham przyrode i choć moja wiara jest dośc wątła to jak patrzę na te wszystkie piękne stworzenia to czuje że musiało je stworzyć coś naprawde "wielkiego", wtedy jeśli to tak mozna nazwać - znajduję Boga w pięknie przyrody.To takie moje pojmowanie

O przepraszam. Nazywanie tego szaletowego (dobrze Tomakon określił) tekstu absurdem jest obrazą całego tego gatunku.


Podręcznik strona 251 pierwsza kolumna konic 2 akapitu. Opis maszyny molocha strzelająca strumieniem gorącej kawy i paczką Skitters. Absurd. Jasne ża absur!
Spaliłeś podręcznik czy tylko tą jedną stronę?

NS pełen absurdów i rzeczy któych nikt się nie spodziewa.
Entymologia powstania takiego "działa" karaoke w NS może byc niezwykle ciekawa według mnie!
- w Vegas znaleziono maszynę i napisano tekst
- programiści z posterunku złamali kod tworzenia utworów midi i szaleją (trwają prace nad poszukiwaniem profesjonalnego pisarza tekstów)
- DiscoCoutry przeżyło kataklizm
- Schron 13n6 skrywał w swoim wnętrzu nietypową maszynę
- Obwoźny targ schow teatr kino i karaoke
- schowbiznes w zasranych stanach - jak zostać idolem
- córka Cottonów zaczyna karierę solową z własnym tekstem - 1 nabój dla każdego kto przyjdzie klaskać

Ile minut mineło między postami? 10? 8 pomysłów w 10 minut. A z pewnością jest ich wiele wiele więcej

W filmach SF bardzo często zarzuca się błąd reżyserski polegaący na tym że w kosmosie słychać wybuch albo odgłos strzelającego lasera (Lucas Film). Tymczasem niewielu wie że przebywanie w kosmosie jest bardzo uciążliwe dla psychiki człowieka z racji podwarzenia wielu podstawowych schematów wykształtowanych w pierwszych miesiącach życia. Nie tylko grawitacja ale "przyczynowoskutkowy charakter zdarzeń mnie otaczających" (Ross Vasta 71'). Noworodek wykształca reakcje słyszę-patrzę. Związek przyczynowo skutkowy pomiędzy tym co widzę a tym co słyszę. Jeśli tej esensjonalnej dla naszej psychiki podstawy schematów zabraknie odczywamy dysonans przyczynowo skutkowy PS - czyjemy dyskonfort, frustracje i brak poczucia bezpieczeństwa. Każdy standardowy statek kosmiczny byle psycholog wyposarzył by w system PS redukujący dysonans i symulujący odgłosy wybuchów i laserów. (Podobnie z resztą z dzwiękami przyrody i światłem słonecznym w kabinie relaksacyjnej)
Tego braku wyobraźni nie cierpie. Niektórzy zadalają się najprostrzym wyjaśnieniem że to błąd! zamiast pomyśleć i się zastanowić jaka może być prawdziwa, lub inna prawdoodobna przyczyna jakiegoś zdarzenia.

Wy zamiast się zastanowić skąd Tsunami Karaoke pojawiło się na pustyni. Zadowoliliście się pierwszym nie wymagającym wyobraźni stwierdzeniem szaletostwa.

Skąd moloch strzela ememensami też nie wiem ale potrafię sobie wobrazić.
------------------------------------------------------------------------
dopisano
------------------------------------------------------------------------

Kolejny pomysł
- tribute band

Ciekawa dyskusja, przy okazji pokazuje ze ludzie z miasta odeszli bardzo daleko od swoich korzeni. Pozwole sobie tu przypomniec kilka faktow.

1. Lowiectwo jest naturalnym zajeciem czlowieka. Po zejsciu z drzewa czlowiek najpierw zbieral co mu sie udalo znalezc, a potem zaczal polowac, dopiero na koniec zajal sie uprawa roli. Mieszkanie w miastach to bardzo pozny wynalazek, choc dzis o wiele bardziej popularny niz polowanie

2. Niegdys nie rozrozniano pojec lowiectwo i zoologia - traktaty o zwierzetach zarowno je opisywaly, jak i mowily jak na nie polowac.
Podobnie jest z ornitologia, ktora swoje poczatki bierze z sokolnictwa. Najbardziej znany traktat ornitologiczny wiekow srednich to w istocie podrecznik sokolnictwa - opisuje ponad 900 gatunkow ptakow niejako przy okazji. Chodzi oczywiscie o "De arte venandi cum avibus" Fryderyka II Hohenstaufen z poczatku XIII wieku.

3. Ekologia /jako nauka/ swoje korzenie ma w lowiectwie. To racjonalna gospodarka lowiecka zapoczątkowała to co dziś zwane jest ekologia. Z lowiectwa biora miedzy innymi swoj poczatek liczne pojecia dzis powszechnie uzywane w ekologii.

4. Nie nalezy potepiac lowiectwa w ogole. Jak slusznie wyzej wspomnial Wojtczak to ze przykladowo jeden biolog ukradl ksiazke z biblioteki nie oznacza ze nalezy wszystkim biologom zakac wstepu do bibliotek. Jeszcze wiecej wypadkow powoduja kierowcy, wiec moze zlikwidujmy samochody? Nalezy potepiac klusownikow i przestepcow, niewazne czy mienia sie byc mysliwymi, lesnikami, ornitologami czy ekologami. Walczmy z lamaniem prawa, a nie z lowiectwem w ogole.

5. Jesli zalozymy ze obywatelom wolno korzystac z przyrody, to lowiectwo jest tylko jednym z wielu sposobow - obok miedzy innymi zbierania grzybow, wedkowania, ogladania ptakow, fotografowania przyrody czy turystyki pieszej. Kazda z tych dziedzin (w tym takze ogladanie czy fotografowanie ptakow) przynosi okreslone pozytki i szkody tejze przyrodzie. Pomyslcie ile ptakow co roku ginie przy okazji lowienia w sieci w celu zaobraczkowania czy ile gniazd zostalo zniszczonych bo ktos chcial do nich zajrzec albo zrobic zdjecie. A to z reguly gatunki chronione. Lowiectwo jest tak samo dobre jak amatorska ornitologia (czy inne wymienionie dzialania czlowieka poza domem), jesli uprawiane jest w sposob wlasciwy.

1
Ale lis nie zjada jednego gatunku,aż go wytępi całkowicie - jest wszystkożerny ( jest oportunistą ) i zjada to,co uda mu się w danej chwili upolować - nie poluje nagminnie na jeden,konkretny gatunek.
Mimo wszystko,gryzonie są nadal,głównym składnikiem lisiej diety,a,np.zające,tylko urozmaiceniem tej diety,a nie daniem głównym.
Jest tak,jak Piszesz - jeżeli jakiegoś gatunku jest mało,to lis zostawia go w spokoju i przerzuca się na inny gatunek - tylko że,ten o mniejszej liczebności,zostaje,jakby " wyłączony ' z listy ofiar lisa.
Coraz więcej lisów,żywi się,też w miastach,na śmietnikach,w parkach - są też,dokarmiane przez ludzi.

Cytat:



Walczyć ( pozysk
iwać) z plagą urzędników i myśliwych, a nie z lisami

Należy raczej walczyć z plagą urzędników i myśliwych, bo populacja lisów jest zawsze w równowadze z bazą pokarmową, gdyż nad tym czuwa Matka Natura. Tak, bo głównym czynnikiem regulującym liczebność populacji zwierząt jest baza pokarmowa. Podstawowym pokarmem lisów są drobne gryzonie ( np.: myszy, nornice, norniki). I przede wszystkim te ssaki mają bezpośredni wpływ na liczebność lisów. Samica lisa, odbierając głosy i zapachy emitowane przez wymienione ssaki, reguluje liczebność wytwarzanych jaj. Efekt jest taki: więcej głosów i zapachów gryzoni - więcej jaj, natomiast w innym przypadku wytworzy ich, w miarę proporcjonalnie, mniej. Skoro da się zauważyć, że jest więcej lisów, to znaczy, że więcej jest i gryzoni ( większa baza pokarmowa). Należy wiedzieć, że w przyrodzie, bez ingerencji człowieka, nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji, że drapieżnik zje do końca swoje ofiary. I dlatego ostatnią głupotą jest twierdzenie myśliwych, że może być inaczej - wszystkie kuraki ( bażanty, cietrzewie, głuszce, przepiórki i kuropatwy) zostaną zjedzone przez drapieżniki. To jest popisywanie się brakiem znajomości podstaw ekologii, podstaw, których to uczą obecnie w gimnazjum. I dlatego należy tym panom zaproponować sięgnięcie do podręcznika biologii z najniższego szczebla edukacji przyrodniczej.

Proponuję też przeczytać to co napisali naukowcy biolodzy na temat dynamicznej równowagi ekologicznej


źródło: http://przyroda.osiedle.n...y_i_mysliwi.htm

Walczyć ( pozyskiwać) z plagą urzędników i myśliwych, a nie z lisami

Należy raczej walczyć z plagą urzędników i myśliwych, bo populacja lisów jest zawsze w równowadze z bazą pokarmową, gdyż nad tym czuwa Matka Natura. Tak, bo głównym czynnikiem regulującym liczebność populacji zwierząt jest baza pokarmowa. Podstawowym pokarmem lisów są drobne gryzonie ( np.: myszy, nornice, norniki). I przede wszystkim te ssaki mają bezpośredni wpływ na liczebność lisów. Samica lisa, odbierając głosy i zapachy emitowane przez wymienione ssaki, reguluje liczebność wytwarzanych jaj. Efekt jest taki: więcej głosów i zapachów gryzoni - więcej jaj, natomiast w innym przypadku wytworzy ich, w miarę proporcjonalnie, mniej. Skoro da się zauważyć, że jest więcej lisów, to znaczy, że więcej jest i gryzoni ( większa baza pokarmowa). Należy wiedzieć, że w przyrodzie, bez ingerencji człowieka, nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji, że drapieżnik zje do końca swoje ofiary. I dlatego ostatnią głupotą jest twierdzenie myśliwych, że może być inaczej - wszystkie kuraki ( bażanty, cietrzewie, głuszce, przepiórki i kuropatwy) zostaną zjedzone przez drapieżniki. To jest popisywanie się brakiem znajomości podstaw ekologii, podstaw, których to uczą obecnie w gimnazjum. I dlatego należy tym panom zaproponować sięgnięcie do podręcznika biologii z najniższego szczebla edukacji przyrodniczej.

Proponuję też przeczytać to co napisali naukowcy biolodzy na temat dynamicznej równowagi ekologicznej ("Cytaty" na mojej witrynie internetowej www.przyroda.tk)

Krzysztof Pawłowski ( Zwieros)

www.przyroda.osiedle.net.pl

Włoch Galileo Galilei (1564-1642), pocznie zwany Galileuszem, matematyk, astronom, fizyk i filozof, praktykujący i wierzący katolik (dwie siostry w zakonie). Zmitologizowany „święty” teistów, który „poległ w walce z Kościołem w imię nauki”. Ile w tym mitów a ile faktów?

Sławę uzyskał dzięki odkryciom astronomicznym a przede wszystkim dzięki wprowadzeniu rygorów metody naukowej oraz osiągnięciom w mechanice (klasycznej). Był zwolennikiem ilościowo-mechanistycznej koncepcji przyrody i twórcą naukowej metody hipotetyczno-dedukcyjnej. Miał też trudny, kłótliwy charakter i raczej marnym teologiem-amatorem.
Prawdziwym przedmiotem procesu (1633) było nieposłuszeństwo człowieka głoszącego się katolikiem i dotyczyło spraw teologicznych.

Wbrew temu, co możemy przeczytać w niejednym podręczniku Galileusz nie wynalazł teleskopu (jedynie go po raz pierwszy zastosował do systematycznych obserwacji nieba ), nie wynalazł mikroskopu, ani termometru, ani zegara wahadłowego. Galileusz także nie odkrył prawa inercji ani równoległoboku sił, ani nie odkrył plam na Słońcu. Nie wniósł żadnego wkładu do astronomii teoretycznej, nie spuszczał ciężarków z krzywej wieży w Pizie i nie wykazał prawdziwości systemu kopernikańskiego. Nie był torturowany przez Inkwizycję, nie gnił w lochach i nie powiedział „Eppur si muove” ( a jednak się kręci) i nie był męczennikiem za naukę (cytat za A. Koestler, str. 110, W: „Kepler”, Barcelona 1987).

Thomas Huxley (niekatolik, agnostyk lub ateista?) w liście z 12 listopada 1885 r. pisał „Podczas mego pobytu w Italii studiowałem sprawę (procesów Galilueusza) i doszedłem do przekonania, że papież i kardynałowie mieli rację po swojej stronie.” Ewolucjonisty Huxleya żadną miarą nie można posądzać o przychylność do Kościoła i papiestwa…

Galileusz jako gorący zwolennik systemu kopernikańskiego swoją postawą narobił więcej szkód w sprawie systemu heliocentrycznego Kopernika niż jej pomógł. Jego porywczość wszystko zaprzepaściła. Protestant Kepler (astronom) wielokrotnie mówił, że nierozważnej pochopności tych, którzy zajmowali się astronomią (miał na myśli Galileusza) w niewłaściwym miejscu i nie tak, jak należało, zawdzięczamy to, że zamiast zostać poprawione, dzieło Kopernika zostało teraz zakazane, choć przez osiemdziesiąt lat mógł je czytać swobodnie kto chciał. Galileusz przez swój pospiech zmusił rzymskie kongregacje do orzeczenia w sprawie, która jeszcze do wyroku nie dojrzała.

o tym co było przedmiotem procesu w 1616 i jaki zapadł wyrok oraz czego dotyczył proces kolejny napisze jutro. Edukacja oparta na faktach jest z cała pewnością potrzebna. Przyznaję Ci racje Kocie.

Jak wam sie podoba taka koncepcja?


Moim zdaniem za dużo spekulacji, a za mało przesłanek opartycha na faktach

Te 2 sily sie spotkaly(taka walka o Ziemie bez udzialu ludzi). Kto by wygral?


Gdyby te dwie siły się spotkały to prawdopodobnie ludzkość by juz nie istniała Więc nawet jeżeli by chciel miec jakiś wkład w walke to nie mieli by ku temu możliwości.

Moze wlasnie dzungla jest sila mogaca pomoc ludzkosci z MOlochem


A więc dlaczego prze naprzód wpychając ludzkość wprost w łapy Molocha? Jeżeli jest to istota myśląca (coś w podobie do Molocha) to po zdecydowanym proteście ludzkości(wypalenie kawałka ziemi) powinna zaprzestać inwazji na północ, czyż nie?

Moze trzebaby jakies nasiona zawiesc na front?


Tego jeszcze brakowało! Mielibysmy neodżungle prącą na północ(jeżeli dałaby rade Molochowi) i na południe bo chyba nie wierzysz w to że rozrastałaby się tylko w jedną strone

Oczywiście wiem że to tylko spekulacje jednak uważam, że do takiego rodzaju spekulacji potrzeba konkretnych przesłanek Jak narazie ich nie widze.Może to być spowodowane niedokładną znajomością podręcznika albo złym spojrzeniem na ogół świata Neuroshimy.

NeoDżungla jest niebezpieczna, śmiertelnie niebezpieczna dla ludzi z zewnątrz. Nowe mutacje roślin i zwierząt będące wynikiem dawnych badań genetycznych


W NeoDżungli z góry łańcucha pokarmowego lądujemy prawie na sam dół


Z tą opinia prędzej bym się zgodził gdyż jest ona uzasadniona zachowaniem neodżungli wobec ludzkości.

Wolę widzieć NeoDżunglę jako siły przyrody które powstały z nieudanych eksperymentów genetycznych, jako siłę niszczącą Człowieka która jest amoralna, coś czego powstrzymać się nie da, ludzie mogą się jedynie przystosować do nowych warunków.


Ja także wole tak postrzegać neodżungle bo jest to o tyle łatwiejsze gdyż przedtawione jest bardziej obrazowo, mniej jest spekulacji, więcej uzasadnionych racji i wkońcu dlatego że jest to bardziej realistyczne dla gracza wdrażającego się dopiero w Neuroshime

pozdr beneq

Moim zdaniem za dużo spekulacji, a za mało przesłanek opartycha na faktach

Szczerze ciezko o fakty bo w podreczniku do NS o neodzungli sa DOSLOWNIE (nie jestem pewny) 2-3 zdania, a pozatym myslalem ze ten temat to wlasnie spekulacje na temat Neodzungli

A więc dlaczego prze naprzód wpychając ludzkość wprost w łapy Molocha? Jeżeli jest to istota myśląca (coś w podobie do Molocha) to po zdecydowanym proteście ludzkości(wypalenie kawałka ziemi) powinna zaprzestać inwazji na północ, czyż nie?
Mysle ze dlatego, ze to roslina i jak sie jeje zrobi zimno to jeje moc przygasnie(jakie mamy paprocie w okolicach podzrownikowych, a u nas ), Neodzungla mysli?? Jesli w mojej wypowiedzi sens sklanial ku takiemu mysleniu to prostuje NEODZUNGLA NIE MYSLI, TO ROSLINA.
Tego jeszcze brakowało! Mielibysmy neodżungle prącą na północ(jeżeli dałaby rade Molochowi) i na południe bo chyba nie wierzysz w to że rozrastałaby się tylko w jedną strone
Mysle, ze wogole nie bylaby zazbytnio na polnocy niebezpieczna ze zwzgledu na klimat. Tam ludzie raczej by sobie z nia radzili(pisalem o tym wyzej), a jako roslina skutecznie pomieszalaby w Molochu.

Oczywiście wiem że to tylko spekulacje jednak uważam, że do takiego rodzaju spekulacji potrzeba konkretnych przesłanek Jak narazie ich nie widze.Może to być spowodowane niedokładną znajomością podręcznika albo złym spojrzeniem na ogół świata Neuroshimy

Czy teraz widzisz "konkretne przeslanki"? W dwoch zdaniach: Skoor ludzie nie radza sobie sami z Molochem, powninni szukac sojusznikow, a takim po opanowaniu jej, moze byc Neodzungla.

Wolę widzieć NeoDżunglę jako siły przyrody które powstały z nieudanych eksperymentów genetycznych, jako siłę niszczącą Człowieka która jest amoralna, coś czego powstrzymać się nie da, ludzie mogą się jedynie przystosować do nowych warunków.
Czy podkreslone zdanie nie jest sprzeczne same w sobie?? Skoro neodzungli nie da sie powstrzymac, to jak ludzie maja sie przystosowac?

W moim mniemaniu neodzungla jest "zniszczalna", ale nie w klimacie , w ktorym aktualnie jest. Tam ma za dobre warunki, ale im dalej na polnoc tym bedzie slabsza i zacznie reagowac na chocby ogien.

Czy teraz moja teoria wydaje sie blizsza?

pzdr CironMAn

Nie jestem miłośnikiem zwierząt w znaczeniu takim, jaki dotychczas widać w niniejszym temacie, któremu nadano - z olbrzymim zadęciem - tytuł ‼Zwierzęta i ludzie”.
De facto dyskusja – ta na temat – oraz poszczególne wypowiedzi zaliczyć by symbolicznie można do tematu całkiem innego, o tytule: ”Żywe pluszaki a ludzie”.
Tu nie ma tu mowy o zwierzętach w znaczeniu biologicznym ( patrz podręcznik szkolny, każdemu znany czy dowolna encyklopedia), lecz o zwierzątkach – zabaweczkach, które mają swą obecnością u boku człowieka bawić swych panów czy panie, w domyśle – o pieskach, kotkach, króliczkach, może jeszcze wchodzą w grę papużki, kanarki, gołębie, itp.
Oburzeni?
Poniżej testy: odpowiedz sobie, więc na pewno szczerze, bez hipokryzji i zakłamania:
Pytanie:
Czy mówiąc w tym temacie słowo "zwierzęta" ktokolwiek miał na myśli:
- króliczka, kotka czy pieska z jego znanymi insektami i pasożytami( to też zwierzątka),
- może także różnorakie owadzie paskustwo, robactwo, a nawet pszczółki, osy, szerszenie, krocionogi i mróweczki; to wszystko też zwierzęta,
- żaby, ropuchy, gady wszelakie, a może także rekina - ludojada?

I drugie pytanie:
Czy zdajesz sobie sprawę, że Ty ( albo Twoja przyjaciółka lub przyjaciel, którzy biadają słusznie nad krzywdami niektórych zwierząt), że dzisiaj w ogródku podeptałaś( zabiłaś, zamordowałaś) 47 zwierząt, w tym 36 mrówek, 7 dżdżownic, 4 winniczki, a także kopnęłaś boleśnie i zraniłaś jeża, który być może tego nie przeżyje?

To może warto by jasno powiedzieć, o jakie zwierzęta chodzi w tym temacie, o czym jest rozmowa, i jeszcze - dlaczego tylko o niektórych zwierzątkach? A jaki winien być stosunek człowieka do innych?
Uprzedzając wszelkie pytania i napaści od razu mówię o mym stosunku do wszelkiego rodzaju życia, m.i. do zwierząt i roślin.
Uważam, że należy im się szacunek i ochrona przez człowieka w takim zakresie, w jakim to jest możliwe z punktu widzenia istotnych interesów "człowieka", gatunku ewolucyjnie najwyższej stojącego, bo to właśnie on dysponuje – jak nam dotychczas wiadomo - spośród wszystkich gatunków najwyższym rozumem..
To w wielkim skrócie wszystko; myślę, że zasiałem w niektórych wątpliwości, do czego ich miłość do zwierząt ( a co z drzewami? czy ich nie trzeba chociaż trochę lubić?) rzeczywiście się odnosi i jakie powinny być jej objawy; bo nie są to na pewno cukierkowata litość czy rzekoma empatia.
Może najlepiej – tak często, jak to tylko możliwe – stosować zasadę nieingerencji, bo wiedza ludzka – mimo że w przyrodzie najwyższa – jest jednak ograniczona, a mądrzy ludzie mówią: po pierwsze - nie szkodzić.
Pyclik

1
Drogi Nasterze. Jestes kolejną osobą która zabiera głos w "obronie urażonego honoru i dumy". Uszczerbku jaki doznaliście nie są winni ci którzy was ocenili za glupotę (czy to jednego "artysty" który zamieścił film, czy całości jako że pozwoliliście sobie na zachowanie cokolwiek dziwne), tylko Wy sami "bawiąc się" w ćwiczenia w żywym mieście. Czasem warto się zastanowić czy nie wystraszycie kogoś postronnego, obcego który was nie zna. Wasza wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolnośc innych ludzi. A wątpie by wszyscy mieszkańcy Świdnicy byli szcześliwi jak "banda debili" bawi się w wojnę pod oknem.
Tym się rożni środowisko Airsoftowe od was, że stara się bawić tak aby nie stwarzać zagrożenia dla osób postronnych i nie wywolywać niepotrzebnego szumu. Sam kilka razy wracając ze strzelanki ze sprzętem schowanym w pokrowiec i worek bylem zatrzymywany i spisywany na ulicy przez organa porządkowe.
No i pisząc o napuszonych pedałkach airsoftowcach latajacych ze sprzętem po odludziach i bawiących się plastikowymi kuleczkami, to ja odpisze ze jesteś zwyklym pozerem bo robisz dokładnie to samo, tyle że sie nie szczylasz (i może to Ciebie boli).
A zabawę w wojsko nie skomentuje bo całkiem sporo znanych mi airsoftowców była (jak ja) bądź jest w wojsku. Część jest w GRH i traktuje airsoft jako formę rozrywki, dodatkowej aktywizacji i sprawdzenia siebię wedle odpowiednich instrukcji, podrecznikow i regulaminów. Inna część to członkowie stowarzyszeń paramilitarnych.

EDIT:
Co do mojej pisowni to z góry informuje cie że jestem dyslektykiem i pisownia nie jest moja mocna stroną.

No to się doucz, kup słownik, albi zainwestuj w MS OFFICE.
A co do tego ze jesteś żolnierzem zawodowym to już nie tyle policja co firma amarnatowe berety sp. Z.O.O. powinna się zająć takim przypadkiem. A ta spółka działa skutecznie.

EDIT end.

A teraz idź ochłonąć bo to internet a zwłaszcza forum specops to chyba nie miejsce dla Ciebie. I zostaw zabawki w domu wychodząc następnym razem na spacer. Zabierz na niego dziewczynę lub koleżankę i pooddychaj powietrzem, pociesz się urokami przyrody. Dobrze to robi. Uspokaja to człowieka.
Serdecznie nie pozdrawiam.

w niedziele razem z dwoma koleżankami siedziałyśmy na murku zamiast iśc do kościoła.Wychodzi nasz ksiadz który nas uczy.My się drzemy:
-Niech będzie pochwalony jesus!
Ksiądz:chodźcie tutaj
My:ale my na kogoś czekamy!nie mozemy się stąd ruszyc!
K:Nie obchodzi mnie to!chodźcie tu!
podchodzimy do niego a ja:
-nie byłam w piątek na mszy i spowiedzi
K:czemu?
Ja:bo mi ksiądz nie powiedział na którą!
K:do kościoła
Nelka:Ja nie lubie sie modlić
Natala:nie lubie wchodzić tym wejściem
J:a moze tylko nelka wejdzie zamiast nas trzech
K;zaraz się zdenerwuje!do koscio0ła!

albo w 3 klasie modlimy się na religi a ja nie lubie się modlić więc bawie się woreczkiem.Dmucham go i nagle...bum!wybuchł mi.cała klasa w brecht a pani poszła do mojej mamy(jest nauczycielką) i narskażyła że źle sie zachowuje na lekcji religi xD

na kółku na które mi każą chodzić(z matmy) bawiłam się zepsrutym długopisem.Bawie się,bawie i nagle sprężynka z resztą sługopisu na nauczycielke xD

na matmie na zastępstwie siedze pod otwartym oknem i odbijam sobie frotke o szybe
pani:karolina nudzi ci się?otwórz podręcznik
otworzyłam i wychyliłam się przez okno(na 1 piętrze) w klasie obok zobaczyłam mojego kolege XD zaczęłam do niego machać a pani:
-uspokuj sie karolina!
ok,to ja se usiadłam i rzucam długopis po parapecie
p:karolina!zamknijcie to okno bo ona dostaje głupawki!

na innej lekcji jesteśmy na stronie 124 w podręczniku a pani:
-otwórzcie na 117
ja na to:czemu my się cofamy?
p:nie martw się,w rozwoju mam nadzieje się nie cofniesz

mówimy na przyrodzie o pierwszym człowieku na księżycu.pani pyta:
-jakie było pierwsze słowa wypowiedziane przez człowieka na księżycu?one przeszły do histori
ja:ale tu brzydko?

jak coś mi się przypomni to dopisze;p

Więc tak... (ach, zapomniałam, nie zaczyna się zdania od "więc", pan od polskiego by mnie zabił )
Jak się pewnie większośc domyśla - słucham metalu (dlatego powstało to forum) ale i muzyki klasycznej gdy najdzie mnie ochota. W wolnych chwilach (czyli w sumie tylko w sobotę wieczorem) grywam na gitarach i fortepianie. Przy tym drugim większość sąsiadów otwiera okna, a przy tym pierwszym mniej Trzeba próbować, prawda? Nie wierzę, że Luca T. potrafił grać już w 3 roku życia Jak w moim aparacie są naładowane baterie (co rzadko mu się zdarza) to robię zdjęcia przyrodzie i zachodom słońca. Oprócz tego kiedyś pisałam słowa piosenek, ale odeszła mi wena. Kiedyś pisywałam wiersze, ale także odeszła mi wena (ostatni wiersz jest z czerwca bodajże), oby wróciła. Kiedyś rysowałam, ale już nie rysuję - poprostu brak dobrego ołówka. Wieczorami (tak koło 23) czytuję Szekspira (ale wolę bardziej Sonety, choć wewnętrzne przemiany bohaterów np. Hamleta sa bardzo ciekawe), Koontz'a, Whartona. Zdarza mi się przetrzymywac książki, ale mam znajomości w bibliotece Prócz tego lubie wiersze Śliwiaka i Stanley'a Kunitza i T.S. Eliota. Czasami pisuję też własną tragedię, ale mam na razie tylko chyba 2 akty. Akcja się pewnie rozwinie. Aha, prócz tego ciekawię się weterynarią (i dlatego czytam sobie podręcznik weterynaryjny - zawsze może się sprzydać ), biologią, zjawiskami nadprzyrodzonymi, burzami (może brzmi banalnie, ale to strasznie ciekawe jak człowiek to bliżej pozna), tornadami...

Cóż... troszkę się rozpisałam, jeśli byście chcieli wiedzieć coś więcej, to można pisać, ale pewnie to wam wystarczy
Pozdrawiam


| Taka definicja podana jest zupelnie bez sensu.
| Paranaukowcem nie zostaje sie przez METODOLOGIE badan, gdyz wsrod
| naukowcow jest wielu, bardzo wielu, ktorzy stosuja bardzo dziwna
| METODOLOGIE badan polegajaca na cytowaniu poprzednikow...

| A poprzednicy swoje odkrycia zawdzieczaja czemu?

Paranaukowcom :)))


Rozumiem. Na przyklad wspolczesni spece od inzynierii genetycznej bazuja na
odkryciach slynnych paranaukowcow Watsona i Cricka, ktorzy stworzyli model DNA
na podstawie pomiarow wykonanych dzieki zastosowaniu metody dyfrakcji promieni
X wymyslonej przez jeszcze innych paranaukowcow oraz wiedzy dotyczacej
wlasciwosci fizykochemicznych wegla, azotu i wodoru poznanych przez jeszcze
innych paranaukowcow.

| Tez cytowaniu poprzednikow?

Jesli chodzi o naukowcow - to wylacznie.


No tak, nadal wszystko sie zgadza. Na przyklad otrzymanie komorki posiadajacej
trwala ekspresje "wtransfekowanego" bialka jest niczym innym jak cytowaniem
podrecznika do biologii molekularnej autorstwa tuzow miedzynarodowej paranauki.

| Teleskopy, zderzacze czastek, termocyklery do PCR i tym podobne bzdety to
jak
| powszechnie wiadomo wysoce wyrafinowane oprzyrzadowanie do cytowania.

Nie mowimy o wynalazkach i rzeczach, ktore stworzyli inzynierowie.
:)))
Mowimy o naukowcach, ktorzy glownie cytuja.


Przedmioty ktore wymienilem to nie AGD tylko urzadzenia wybudowane na podstawie
wiedzy z dziedziny chemii, fizyki i biologii, oczywiscie stworzonej przez
paranaukowcow i uzywane do poszerzania tej wiedzy. No chyba, ze znasz jakies
inne ich zastosowanie, albo twierdzisz, ze uzywaja ich do pracy inzynierowie?

| Przytocze ci kilka wypowiedzi niejakiego Martina McKey. Znasz?

Nie znam. Znam jednak pewnego scepa...

| McKey: Nie ma praw paranaukowych, bo paranaukowcy nie tworza praw. Od tego
sa
| naukowcy.
| McKey: Jest. Czesciowa. Niepelna i nie do konca. Nie ma nic pewnego.
Wszystko
| da sie zmienic.
| Nie ma zadnych granic, ograniczen - wystepuja one JEDYNIE w prawach
| naukowych. Nie w rzeczywistosci.

| Wybacz wodzu, ale dla mnie to jest diametralnie inne od naukowego
spojrzenie na
| rzeczywistosc.

Oczywiscie, ze wybaczam. Poniewaz paranaukowcy sa sceptyczni do
najbardziej, jak sie wydaje naukowcom, mocnych "praw przyrody", czy
"praw natury".
Naukowcy lubia wymyslone przez siebie hipotezy nazywac prawami natury,
ale tak w ogole to nie wiadomo, jakie one sa.


Naukowcy tez sa w stosunku do nich sceptyczni.Tylko twoja wiedza o nauce jest
tak uboga.

Inaczej mowiac: naukowcy tworza swoj wlasny swiat, w ktorym istnieja
proste (badz skomplikowane) zasady i poruszaja sie wylacznie w tym swiecie.


... i dlatego paranaukowcy musieli im wymyslec atomy, geny, wirusy, bakterie i
takie tam inne...

| podejsciu do rzeczywistosci tematyka badan nie ma nic do rzeczy. Bo
jesli "nie
| ma nic pewnego" i "wszystko da sie zmienic" to nawet, za przeproszeniem,
zycia
| seksualnego wyplawka bialego nie da sie opisac.

Alez da. Byle tylko nie opisywac zycia seksualnego czlowieka za pomoca
"uniwersalnego modelu zycia seksualnego wyplawka bialego" :))))


A istnieje taki? To niezwykle interesujace!!! Moglbys moze dac jakis odnosnik?

A tak wlasnie robia naukowcy - cytujac ;)))


Kogo? Paranaukowcow?

--
 Â       Szanowanko!
 Â          McKey
 Â        FNC  Club
Paranaukowiec dyplomowany


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


Nie gadam ze soba, tylko kontynuuje:

Moc sil nadprzyrodzonych, tajemniczych pól i rada szamana - to sposób na  
klopoty i odpowiedz na wszelkie pytania o poczatek, sens i koniec
Wszechswiata.

Zastanawiam sie, czy i w jaki sposób mozna zlagodzic binarnosc, wprowadzic
odcienie miedzy sferami, które na tym forum dochodza do glosu. Nazwijmy je -
na razie bez bez zamiaru oceniania - sfera racjonalna i irracjonalna.

P. perun twierdzi:  Kwestia "wampiryzmu energetycznego", z którego raczy Pan
drwic,
obecna jest w we wszystkich kulturach od poczatku swiata i jest problemem, z
którym kazdy sie spotyka na codzien.

Najwidoczniej spedzilem swoje niebagatelne lata poza wszystkimi kulturami, bo
z pojeciem "wampiryzmu energetycznego" zetknalem sie po raz pierwszy tu, na
tych lamach, wczoraj.
Z mitem o przekazywaniu bio-energii i owszem, nawet w telewizji z Nowakiem i
jego swiecaca na niebiesko butelka z energetyzowana woda.

Ale mysle, ze istotnie sfera irracjonalna jest stara jak swiat ludzkiej
mysli.  Widocznie mysl nauczyla sie stawiac o wiele wiecej trudnych,
abstrakcyjnych pytan niz znajdywac odpowiedzi - racjonalnych odpowiedzi. Byc
moze potrzeba równowagi i spokoju zaoowocowala srodkami zastepczymi,
odpowiedziami irracjonalnymi?

Dlaczego piorun uderzyl w mój szalas?! Nawet dzisiejszy uczony elektryk
mialby klopoty z racjonalna odpowiedzia. Czy mozna sie dziwic, ze jego
praojciec zadowalajace wyjasnienie znalazl w silach wyzszych i ich gniewie?

Postawe racjonalistyczna próbuje sie zdyskredytowac, zarzucajac jej, ze
neguje wszystko, czego nie potrafi wytlumaczyc znanymi sobie regulami
naukowymi; ze zamyka sie przed zjawiskami niewatlumaczalnymi, ze na przyklad
neguje cos w rodzaju wampiryzmu energetycznego, bo nie miesci sie to w
szkolnych podrecznikach (upraszczam). Trudno mi sie wypowiadac za cala
formacje racjonalistyczna, ale moim zdaniem postawa racjonalistyczna
bynajmniej nie wyklucza istnienia zjawisk trudnych do wytlumaczenia oraz
nieznanych jeszcze praw przyrody. Wrecz przeciwnie. Nauka wykrywa takie
zjawiska i usilnie dazy do ich wyjasnienia. Natomiast jedno sie zgadza:
racjonalizm odrzuca wytlumaczenia magiczne.

Na binarnie przeciwleglym biegunie zdaje sie lokowac postawa irracjonalna -
taka, która jest sklonna zjawiska niezrozumiale natychmiast tlumaczyc
dzialaniem sil tajemnych. Zadziwia gotowosc do tworzenia calych systemów
irracjonalnych.  Piorun uderzyl w twoja zagrode, bo nie zlozyles ofiary, zle
sie czujesz w towarzystwie niektórych osób, bo odbieraja ci twoja energie
witalna, a boli cie glowa, bo mieszkasz nad zyla wodna.

Ja wiem. Dla dociekliwych irracjonalisci maja druga linie obrony, dopuszczaja
ich do pewnego rodzaju konfidencji, drobnego wtajemniczenia. Teologowie w
ogóle nie zycza sobie, aby Stary Testament (wiernie przetluimaczony) czytali
niepowolani, maluczcy, bo wyzierajacy z niego obraz stwórcy nie ma nic
wspólnego z milosciwym ojcem. Tlumacza (teologowie), ze tekstu nie nalezy
brac doslownie, bo jest to metaforyczne i poetyckie opisanie rzeczy w
kategoriach zrozumialych dla ludzi z tamtej epoki.

O dziwo cos podobnego znajduje w dziesiejszej korespondencji peruna:

Jak to zazwyczaj bywa, niedorzecznosci pojawiaja sie w glowie
nierozumiejacego,
a nie w slowach wyjasniajacego. Nikt tu nie twierdzi, ze "wampir" przysysa
sie
do "energii" ofiary i ja "zjada". Chodzi tu raczej o opisanie zjawiska
poprzez
metafore "wampiryczna". Jezeli Pan to wezmie doslownie - to rzeczywiscie:
zgroza - sami idioci w tym internecie! Doszukiwanie sie tu w dodatku
jakiejs
tajnej szajki chcacej wywrócic porzadek swiata do gory nogami ociera sie
o jednostke chorobowa zwana paranoja.


A co do paranoi... Powiedzmy, ze to zyczliwe zwrócenie uwagi na zagrozenie,
a nie puszczajace adwersarza nerwy.

 ***
Wprowadzil mnie w zaklopotanie p. Kowdlar:

Ale ,zeby cie przekonac, ze jest cos na rzeczy w tych sprawach, zrób sobie
takie
doswiadczenie(oswiadczam, ze nie ponosze zadnych konsekwencji w tej kwestii)
.. Wez  i umiesc swoje dlonie nad czakra splotu slonecznego( tuz nad
pepkiem)
przez kilka minut. I wtedy przekonasz sie tak na prawde, czy mrzonki o
energii zyciowej to rzeczywiscie bajdy, a moze cos w tym jest?!!!!!!!! Jesli
jestes uczciwym czlowiekiem, to po tym doswiadczeniu nie bedziesz juz sie
samooszukiwal i przyznasz, ze cos w tym jest.


Przypomina mi to taka anegdotke:
- Niech oskarzony nie kreci, tylko odpowiada TAK albo NIE!
- Panie sedzio, czy przestal pan brac lapówki?!

Jak nie umieszcze (dloni nad czakra), to Kowdlar powie, ze sie boje prawdy,
a jak umieszcze, to powie: "A widzisz! Taki z ciebie racjonalista, a sam nie
masz pewnosci i chcesz sprawdzic!"

Nie ze mna te numery, Kowdlar!

Pozdrawiam!
Jerzy


Z ekonomicznego punktu widzenia LP powinny pozbyć się nadleśnictw puszczańskich ponieważ są to nadleśnictwa deficytowe .

Ot i kolejna bzdura. Pozbyć się bo deficytowe. To jest najmarniejszy z marnych argumentó. Jakoś nikomu nie przychodziło i nie przychodzi do głowy pozbywac się nadlesnictw poklęskowych (pożary, huragany itpd.) - bo deficytowe!!!
Jakoś nikt nie płakał nad przyrodą Puszczy gdy zasilała kasę na finansowanie zalesień po II wojnie światowej i wyposażała w piekne dębowe, jesionowe i klonowe boazerie i podłogi nie tylko gabinety, ale i mieszkania także zwykłych Polaków.
Sensowna raczej byłaby dyskusja - co zrobić by dobro narodowe jakim jest m.in. Puszcza, i np. parki narodowe wreszcie były sensownie finansowane, zarządzane, chronione i udostępnione do zwiedzania.
Za taką kasę jaka jest marnowana w polskich parkach narodowych w LP mielibyśmy kilkakrotnie lepszą infrastrukturę. Mają niskie płące - ale u nich pracuje 1 człowiek na 100 ha. Pokaż mi "kotku" jakiekolwiek nadleśnictwo w Polsce o takim wskaźniku zatrudnienia.
Silver pisał - niestety zmiany w Puszczy są nieuchronne. Ale czy to co proponują konserwatywni ochroniarza faktycznie jest ochroną - jeśli tak - to wyłącznie zjawisk.
To kompletnie nie ma nic wspólnego z ekonomią, ekonomiką. Bo jakby na to nie patrzeć, to LP pomnażają majątek skarbu Państwa - także w Puszczy.
Jeśli na tym Forum są leśnicy - odsyłam do podręczników urządzania lasu prof. B. Zabielskiego.
Analizując ankietę - 2/3 uważą, że Puszcza winna służyć i leśnictwu i ochronie przyrody. Wyobraźcie sobie Drodzy Forumowicze - u zarania obecnego parku był prof. J. Paczoski i prof. J. J. Karpiński. Ten drugi tworzył w Białowieży przy udziale LP zakłądy naukowe w tym Instytut Badawczy Leśnictwa. Tu rozwijały się, m.in., nauki leśne - typologia, użytkowanie (Leśnictwo Eksperymentalne Budy z systemem rębni częściowych, ciągłych itpd.). A teraz? A teraz jest tu Zakład Lasów Naturalnych IBL, Zakład Badania Ssaków PAN i Stacja Geobotaniczna Uniwersytetu Warszawskiego - a ile z tego ma polskie i światowe leśnictwo. Jak poszukać w literaturze i naukowej i zawodowej - praktycznie nic. Dowiadujemy sie o populacjach drapieżników, czytamy o rzadkich gatunkach owadów - ale często wyniki te utajnia się przed zarządcami terenu - leśnikami. Dla praktyki często niewieli, bądź wręcz nic z nich nie wynika. Nikt do dzisiaj z naukowców nie odpowiedział na pytanie mojego starszego Kolegi Leśniczego - "jak mam w warunkach Puszczy kształtować wielogatunkowe stożki wzrostu odnowienia naturalnego - by utrzymywać całe bogactwo?" (Pytanie zadał 28 lat temu). Jakie kryterium przyjmować - dla wielkości (powierzchni), czy wysokości itpd.?
Temat za trudny? Kolega sam sobie odpowiedział i robi to dobrze. Od niego nauczyli się inni leśniczowie (czy bez potrzeby więc finansujemy badania?). Nasze doświadczenia już trafiły, dzięki naukowcom z wydziałów leśnych, do ZHL (lepiej czy gorzej, ale trafiły).
Niegdyś słyszałem, że parki narodowe mają być m.in. takim laboratorium, z któego będą wynikały wnioski dla leśnej i nie tylko, praktyki. Z tego co wie, (może zbyt mało) - to niestety nasze parki nigdy nie służyły leśnym eksperymentom (poza niektórymi badaniami prof. J. J. Karpińskiego).
A efekty badań, to ekonomika i wielka ekonomia. I tu nie zgadzam się z lastelem. Właśnie dlatego Puszcza nie powinna być oddana w całości pod park narodowy. Tylko w obecnym systemie zarządzania mamy pełną możliwość jej ochrony i badania wpływu człowieka na reakcje przyrody - w tym na nasze zapędy ochroniarskie. Jest to jedyny obiekt leśny, w którym mamy znaczny rezerwat ochrony ścisłej (od 85 lat), sieć rezerwatów przyrody o różnym stopniu ochronności i ingerencji człowieka, tereny zagospodarowane o różnej restrykcyjności w zakresie prowadzonych prac leśnych, odnowieniowych itp.

Silver, nie upraszczaj, proszę. Otóż przyjęty u nas model, że kasę możemy robić wyłącznie ze sprzedaży drewna, a reszta nie powinna być minusowa jest błędem. Sam swego czasu pisałeś, że normalne firmy muszą się rozwijać i szukać nowych pól działania i generowania przychodów i w efekcie zysków. Edukacja mimo naszych starań w LP nie odnosi zamierzonych efektów - taka jest prawda. Jesteśmy zbyt hermetyczni. Nie potrafimy przebić się do autorów programów i podręczników. I nie chodzi mi o zmuszanie ich do pisania peanów na nasz temat. Trzeba ich wyedukować, pokazać jak to leśnictwo się zmienia, jakie są jego cele i co ci leśnicy robią. Bo przyjmij do wiadomości, że w dalszym ciągu większość Polaków uważa, że lasów w Polsce ubywa!!! Z czego ty wynika, ano z prostej zależności między brakiem rzetelnej informacji na poziomie edukacji formalnej i wiedzą popularną przekazywaną przez media. Zwróć uwagę o ile rzadziej zdarzają się nagonki na chemizację rolnictwa (a ono przybiera u nas coraz większe rozmiary) czy inne zagrożenia dla środowiska. Przypomnij sobie o czym dyskutowano przy okazji dorsza w Bałtyku i zakazu połowów. I co, temat zdechł. Leśnicy, jako grupa zawodowa jest słaba. SŁABA. Słaba medialnie, PRowo. Nikt jakoś nie zauważą, że to nadleśnictwa przygotowują miejsca do rekreacji, parkingi, miejsca postojowe itpd. Jak czytam materiały w prasie, to najczęściej teksty są mniej więcej takie: ... na terenie lasów XXX biuro turystyczne ZZZ zorganizowało i urządziło . A jak popatrzysz na mapę, to znajdujesz konkretne nadleśnictwo, leśnictwo./ Głębiej szukając okazuje się, że były to u podstaw pieniądze LP, ale śmietankę w programie jakimś z UE finansowanym otrzymała jakaś organizacja, biuro poprzez starostwo, gminę i urząd marszałkowski.
Sam teraz przerabiam problem kalkulowania kosztów, które ponosimy na realizację jakiegoś zadania, by móc złożyć projekt do dofinansowania z UE. Myśmy w większości umieli tylko patrzyć przez pryzmat tego czy nam zatwierdzą plan na kolejny rok i z konkretnymi zadaniami. Nie ma u nas planowania strategicznego i operacyjnego, wieloletniego (przeraża mnie rozumowanie, że, np. pieniądze będą na inwestycje kontynuowane, a nie ma procedury umożliwiającej by zadanie nie rozpoczęte (bo procedury przetargowe były jakie były) mogło automatycznie przejść na kolejny rok. Mało tego, znowu trzeba czekać na ostateczne zatwierdzenie planu (maj-czerwiec).
Nie umiemy się chwalić, wiecznie się usprawiedliwiamy, a w sytuacjach zniesławiania Firmy i naszych Koleżanek i Kolegów stosujemy metodę chowania głowy w piasek. O tym jest ta sprawa.
Jeśli jesteś tak dobrze poinformowany, to z pewnością wiesz, że z jednej strony innowacyjność i rozwój kosztują - ale odpowiednio poprowadzone przynoszą krocie.
Natomiast to co napisałeś pasuje mi do modelu, który mają, np. w USA (zastosowałem daleko idące uproszczenie):
1) lasy cenne przyrodniczo, turystyczne i rekreacyjne oraz w górach są generalnie państwowe i w nich funkcje produkcyjne są działaniem ubocznym,
2) "lasy" produkujące drewno są prywatne i w nich funkcje pozaprodukcyjne są raczej na zasadzie działalności pro publico bono i trochę hobby właściciela.

Uważam, że LP muszą reformę od zdefiniowania od nowa swojej misji i celów. Kto to ma zrobić? To jest podstawowy problem. Ale stawiałbym, np. na Leśniczego Kokota. To jest człowiek, który, wydaje mi się, byłby bardzo dobrym partnerem dyskusji. I z naszego grona też widziałbym kilka postaci. Znam również kilkanaście światłych Leśniczek i Leśników pracujących w terenie.
Ale jeszcze nie wiem jak to zrobić. Można by na forum. Ale dotychczasowe nasze doświadczenie pokazuje, że się rozgadujemy. Nie mamy wytrwałości, i nie robimy (to najważniejsze) okresowych podsumowań i zamykania minionych etapów konkretnymi wnioskami, tak by poddawać je dalszej obróbce. Sądzę, że jest to poniekąd wynik braku czasu. Dorywamy się do klawiatur, wylewamy do sieci, co w danym momencie nam leży, w danym temacie, na sercu (czasami na wątrobie). I potem co jakiś czas tylko do sprawy wracamy.
Przyszło mi do głowy - właśnie teraz, no bo jeśli czyta nasze posty również ktoś z DGLP, może nawet przyszły Generał, to warto zasugerować, by:
powołał grupę roboczą dwu-trzy zespołową, której zadaniem byłoby opracowanie nowej misji i celów Firmy. Zespoły powinny być dość separowane (naukowców, terenowców, samorządowców, prawników), którzy co jakiś czas musieliby pracować razem nad swoimi propozycjami. Czas trwania takiej grupy roboczej - sądzę, że dwa lata powinny wystarczyć; rok może być za mało - to wiem z własnej praktyki). Na etacie DGLP powinien być jednak człowiek, który byłby "dyrektorem projektu" - tak jak mamy tych kilka nowych stanowisk, z tym od dziedzictwa włącznie (nota bene, znakiem czasu jest powołanie wreszcie w Firmie Naczelnika Ochrony Przyrody).

rózni ludzie gadaja różne głupoty,np....nieszczęście bo im czarny kot drogę przebiegł ...

Widzę, batmanatma, że lubisz fakty. Ja też
Dlatego mam dla Ciebie niespodziankę w postaci samych faktów o homeopatii.

Twórcą tej metody "leczenia" był Christian Friedrich Samuel Hahnemann, ur. 10IV1755 w Miśni(BRD). Ten wszechstronny Niemiec zajmował się m. in. medycyną, alchemią, okultyzmem (mistrz okultyzmu ), był poliglotą i udzielał się w loży masońskiej. Jako lekarz testował swoje "leki" na ludziach, bo zwierzęta m.in. nie umieją mówić gdzie je boli.
A teraz cytat ze str. jego biografii (abyś mógł zaspokoić głębszą ciekawość podaję namiary: http://pl.wikipedia.org/wiki/Samuel_Hahnemann ) :
"Dokładnie nie wiadomo w jaki sposób doszedł do drugiego warunku sine qua non w homeopatii, czyli dynamizowania roztworów. Przypuszcza się, że studiując podręczniki z alchemii i przyrody znalazł jakąś wzmiankę i wpadł na pomysł rozcieńczania w wodzie destylowanej i poddawania roztworu serii mocnych wstrząsań poprzez stukrotne uderzanie dnem szklanego naczynia, wypełnionego w dwóch trzecich objętości, o sprężyste podłoże."

Okazuje się, że te "wstrząsy" są podstawą do wytworzenia środka homeopatycznego, bo ... i tu uwaga: "tajemnicą homeopatii jest proces potencjalizacji"(inne określenia to:"zdynamizowanie"/"naładowanie mocą od greckiego słowa dynasthai"). I dalej :"przez nieustanną, równomierną potencjalizację zostaje zdynamizowana substancja podstawowa. Następuje przeniesienie mocy, która sprawia, że siła lecznicza substancji podstawowej (która jest spotencjalizowana sama z siebie), zostaje zwielokrotniona, wzmożona. Np. cukier mlekowy jest zaledwie substancją nośną dla mocy leczniczej, w działaniu leczniczym".

Ponadto "Środki homeopatyczne mogą powstać ze wszystkich materiałów, z których składa się świat". Wynika z tego jednoznacznie, że materia jest nieważna, ważna jest "zdynamizowana moc".

Przepis podany przez twórcę, j. w., stosuje się po dziś dzień. Jedynie co bogatsza wytwórnia "wstrząsa" nie ręcznie, ale za pomocą maszyn.

Teksty koloru brązowego pochodzą z niemieckiej str. m.in. o homeopatii ( http://www.thora-peter-stahl.de/homooepathie.htm ), przetłumaczone przeze mnie. Tych stron jest masa za sprawą popularności.

Coś więc ze statystyk: 70%(z 82,3mln) niemieckiego społeczeństwa korzysta z homeopatii. Homeopatia ma w Niemczech swoich nie tylko lekarzy specjalistów, doradców, ale i swoje studia, instytuty, kliniki, fabryki, apteki itd.itp. Też doszukałam się "Unii" EUH, której celem jest nadać homeopatii rangę dyscypliny naukowej i zawodu.
Tu filmik o jednej z takich fabryk: http://www.jobtv24.de/de/...t=325&vid=13877
Nie trzeba być znawcą, żeby na nim zauważyć, jak wielki biznas kręci się na homeopatii.
Dziewczyna o anielskim wyglądzie kusi na koniec słowami: "Pacjent ma prawo do najlepszego leczenia z możliwych ", a na reklamówce pod nazwą firmy widnieje napis: "Ponieważ mam wybór" (dziwnie skojarzył mi się on z wolnym wyborem człowieka między dobrem a złem ). Któż się temu wszystkiemu oprze? Idę do lekarza, ten wciska mi i mojemu dziecku środki homeopatyczne, idę do apteki, farmaceutka poleca najpierw homeopatię-panaceum na wszystko. ... A dziecko choruje, choruje ,choruje ... i nikt nie wie czemu.

Masz ochotę,batmanatma, dalej spierać się z innymi w tej materii, to najpierw zaczerpnij info ze źródła, najlepiej po niemiecku, bo to ojczyzna homeopatii.

Nooo... Mam wrażenie, że pan Mihaugal naoglądał się Kuby Wojewódzkiego. No to odnieśmy się do tych "błędów". Po kolei:

Cytat: - fantastyka fantastyką, ale wyławianie żywych trylobitów to już zdecydowana przesada I pomyśleć, że mówi mi to autor opowiadania o walizce - ludojadzie, gdzie główny bohater potrafi znaleźć tysiąc powodów, żeby jej nie otworzyć. Każdy normalny człowiek otworzyłby ją na miejscu. Noah wolał jednak znalezisko potrzymać w domu, a potem odnieść. I wtedy ta cwana walizka go pożarła
Nie wiem, czy przypadek żywego trylobita jest bardziej nieprawdopodobny od Twojego. Odnalezienie latimerii to fakt, a nie mój wymysł. Legendy o potworze z Loch Ness, który wg rzekomych świadków miał wygląd kopalnego gada morskiego - plezjozaura - z okresu jurajskiego oraz filmy o Godzilli, zgodnie z moimi obserwacjami - przerośniętym teropodzie z kredy - jakoś nie wywołują u publiki skojarzeń o przekroczeniu granic fantastyki. W ogóle kim Ty jesteś, że chcesz takie granice wyznaczać... Napisałeś kilka bestsellerów ?

Cytat: - cyt: „(…) znaleźć na Ziemi (a raczej w wodzie) żywą (…)” – Ziemia to planeta, a nie medium No przecież nie znalazł tego na Marsie, tylko na Ziemi. To chyba logiczne - można też napisać "w przyrodzie". I czego tu się czepiać ?

Cytat: zupełnie nieuzasadnione „nazwy” podziału tekstu (X i Y) – proponowałbym inne rozwiązanie… Co Pan powie, Panie Wojewódzki... Nieuzasadnione... Akcja dzieje się w dwóch wymiarach czasowych i poszczególne sceny są wymieszane. Ja sobie to oznaczyłem przez X i Y, Ty swoje rozdziały oznaczasz cyframi. Tyle.

Cytat: łaska boża – a nie boska Bzdura! Ja chcesz mi wypominać błędy, to się najpierw naucz ich nie popełniać, bo wychodzisz na ignoranta. Polecam sięgnąć po Katechizm Kościoła Katolickiego, otworzyć na Sześciu Prawdach Wiary i przeczytać ostatnią, domorosły polonisto.

Cytat: nosy przeważnie nie podpowiadają szczegółów otoczenia Znowu! Skąd Tobie się to bierze ? To całkiem popularne sformuowanie, spotykane w gazetach, telewizji, książkach. W moim opowiadaniu nos podpowiadał szczegół otoczenia, jakim była ziemia (taka sypka, nie planeta - wyjaśniam dla Ciebie).

Cytat: dlaczego godzina podana została w formacie „20h00” ? To jakiś nowy format? Otwórz dowolny podręcznik francuskiego albo włącz dowolny francuski program na kablówce. Będziesz widział ów "nowy format".

Cytat: smrodu nie widać Odkrywcze. W Twojej "Odmianie" bodajże, już prawie można go było zobaczyć

Cytat: bakterii głębinowych (?) nie można znaleźć na Atlantyku, za to z powodzeniem można takich szukać w Atlantyku Powinieneś się zatrudnić w gimnazjum i poprawiać prace klasowe pierwszakom. Ekipa znalazła bakterię będąc NA Atlantyku, odrobinę pokombinujesz i wychodzi

Cytat: zakończenie w stylu „to był… Księżyc w pełniii!!!” Zakończenia w "Odmianie" domyśliłem się po stwierdzeniu przez głównego bohatera uczucia głodu... Całe opowiadanie mnie ani trochę nie zaskoczyło. Gorzej - przywołało na myśl kilka filmów - "Epidemię", serię o żywych trupach G. Romero (wręcz skopiowane niektóre sceny) i jeszcze jeden film, nazwy zapomniałem.

Ahaa, stwierdzenie "W każym bądź razie" jest błędne, prof. Miodek mówił o tym dwu- lub trzykrotnie w swoim programie. Powinno być "W każdym razie", panie Wojewódzki.

To moje pierwsze opowiadanie i umieściłem je tutaj, bo chcę poczytać krytyczne uwagi na jego temat. Ale niech te uwagi będą rzeczowe i konkretne,a nie pierdołowate.

Cytat: Sam wiesz, że to przykład do bani. - tu juz jakby zeszlismy z andym z książki sensu strikto, na nieco ogólniejsze rozwazania
- zreszta wybacz niemam autentycznego i znanego powszechnie przykładu z obcej planety wiec biore cos co deko przystaje.

Cytat: -Możesz mieć milion ton rozumów z trylionami synaps a nie mając doświadczenia to nie jest oczywiste dzungla jest strasznie strasna szczegulnie na discowery bo to rajcuje widza straszne sa węze, krokodyle a ostatnio nawet hipopotamy i żyrafy jak sie czyta "zielone piekło w gujanie" to horror ale sa i inne relacje. Moze lepszy przykład.
--jak sie czyta ekspedycje na biegun nieudaną, to piekło i horror !!!! a jak amundsena - to przygotował sie solidnie , poszedł , doszedł, wrócił - dośc cięzko było ale tego sie spodziewał . end horroru brak !

-mógłbym tu z marszu napisac co mozna na pewno jeśc w takim ciepłym lasku i jak próbować co truje ,choc nie byłem ale nie bede robił podręcznika surviwala

- ale to nie oto, u Kira mówiłem na podstaie tego co napisał, jaki obraz wytworzył

--mozna się kłucic o oceny ale wysłanie po ilus latach ekspedycji bez przemyslanego 500 razy i wariantowego spisu jest nie do obrony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-to i z reszta obawiam sie mam sporo racji

gepard nic nie marnuje po biegu ma ekwiwalent obfity i wystarczający na kilka jałowych biegów.

-Wsiadź na rower i przejedź się po polu czy lesie, ale nie górakiem po scieszkach nawet ekstremalnych !!!!!! -Na sztyk, jakby nie było sciezek , przez las po siciółce po bagienku łace - ja pare razy próowałem -Daleko się nie najedzie i strasznie łatwo coś se złamać na niby płaskim czi sie dołek, kamień w kepce trawy takiej całkiem jak inne -jako sposub ucieczki to samobujstwo!!

-jest kila zeczy w przyrodzie naszej które się toczą ale ma to uzasadnienie i wystepuje w szczególnych warunkach, taki okragły krzaczek na pustynnych rejonach usa czasem na westernach pokazują tak sie rozprzestrzenia niesiony wiatrem ale sie niebede rozpisywał.

-Niebardzo zdajemy se sprawe ale chodząc po lesie czy innych ugorach zawsze idziemy po scieszce wydeptanej przez setki ludzi przed nami.

-wracając do planety , to zadnej nie znamy

--- ale nie moze istnieć dowolnie drapiezna planeta, czy dżungla jak nie moze istnieć kraj samych bandytów , bo kogo by rabowali.

las równikowy w gujanie jest tak samo drapiezny i groźny jak puszcza kampinoska!!!!

Na jednego tygrysa musi przypadać 1000 krów , antylop czy innych łagodnych a miesodajnych bo by sie bilans nie zamknoł

węze skorpiony inne pająki sa strasnie strasne w tv szczególnie , jest bardzo mało jadowitych stworzeń których jad zabija zdrowego dorosłego człowieka.!!!!!!!

owe straszne drzewa, motyle, wegorze elektryczne, pasozyty , nietoperze wampiry czy co tam jeszcze

albo ranią troszkę nieuwaznych , albo sa wiecej obrzydliwe, niż groźne, albo wystepują b. żadko na danym terenie.

- w dzungli wszystko jest duze dorodne kolorowe i widoczne jest ciepło i wilgotno to przemiana materi szybsza ale identycznie krwizercza walka o byt toczy sie w stawie w parku miejskim.

-nawet na najdalszej planecie musi być 1000 jadalnych łagodnych na jednego drapieznika - więc spotkamy raczej krowy !!!
--na dokładke drapieznik poluje na krowy, nie na nas i do ich zabijania jest dostosowany i raczej one mu smakują!!! nie my. obcej planety dotyczy to bardziej nawet!!!

- tygrys nie zaatakuje pralki , telewizora, ani kołdry puchowej, tak jak i wystającego z mchu głazu - czemu miałby atakowac nas??????

-Ludojady to wyjatki, zazwyczaj stare, chore, bezzębne z głodu i rozpaczy raz spróbowały, stwierdziły ze obrzydliwe mdłe ale łatwiej i jakoś sie da zjeść a i tak wiekszośc ofiar to dzieci starcy i niedojdy jakies.

--Nie dałbym głowy czy, celowo ale źle uczone psy obronne w posce nie sa groźniejsze niz bestie z dżungli i czy ofiar nie jest wiecej statystycznie

-Kazde zwierze co ma zeby, od kota czy psa do słonia , moze ugryźć lub zabić ale musi miec powód - to nie człowiek

O matulu, widzę, że muszę jednak jeszcze dokładniej, precyzyjniej i od podstaw wyjaśnić sprawę.
Nie bez powodu użyłam sformułowania fizyka mówi, że.... Fizyka absolutnie nigdy nie pretendowała do nauki posiadającej prawdę oświeconą. Wszystko co mówi można poddać w wątpliwość,ŻADNA teoria nie jest nigdy do końca udowodniona i tak samo jak można wątpić w Wielki Wybuch, tak można w grawitację (czy to, że miliard miliardów ciał zaobserwowaliśmy, że się przyciąga, daje PEWNOŚĆ, że miliard miliardów pierwsze ciało też będzie oddziaływać grawitacyjnie? - PEWNOŚCI nie ma), w budowę atomu (go też nigdy nikt nie widział) i w to, że Słońce na 3 i pół minuty nadal będzie świecić. Tylko wypadało by mieć jakiś dowodzik, by poważnie to podważać.

Dlaczego sądzimy, że za te 3 i pół minuty Słońce jednak będzie świecić, choć przyszłości nikt nie "widział"? Bo nie świecenie oznaczało by, że nagle wyłączyła się większość znanych nam prawa fizyki. Tak samo jest z Wielkim Wybuchem. Nikt go nie widział (choć to tylko kwestia odpowiednio dużych teleskopów, a jak był "zobaczymy"), ale jeśli nie było to znaczy, że znane nam prawa fizyki nagle sobie przestały działać w ciągu pierwszych ok. 14 min od narodzin Wszechświata (od 14 minuty obraz już mamy). Więc jak ktoś z taką łatwością wątpi w jedno ma prawo, ale uczciwie by było gdyby z równą łatwością wątpił w drugie. Obie "teorie" mają już bardzo silne dowody.

Podsumowując: w naukach przyrodniczych ZAWSZE:
wiemy = zgodnie z obecną wiedzą, najlepiej pasującą do rzeczywistości koncepcją itp.
Ii ja również tylko i wyłącznie w takim kontekście mówię o jakiejkolwiek wiedzy. I mam nadzieję, że nie będę już więcej musiała pisać wypracowania co oznacza słowo "wiemy"

Zaś po tych wypocinach dodam: wiemy (patrz wyżej) od 1998 roku (choć nie ma tego jeszcze w podręcznikach szkolnych), że Wszechświat przyśpiesza ekspansję (dowód jest obserwacyjny) i będzie się wiecznie rozszerzał. Mogę nawet odesłać do stosownego artykułu z tym odkryciem. Oczywiście może to być fałszywy wniosek, tak jak może i naiwnością jest twierdzić, że jutro nam Księżyc na głowę nie spadnie. Choć w tym wypadku teoria jest młoda i mniej pewna i "kwestia Księżyca"

Zaś co do filozofii to miałam jej sporo i to na studiach i dlatego śmiem się o niej troszkę wypowiadać. Zarówno jej historię jak i wspomnianą filozofię przyrody. Podręcznik wciąż stoi na półce obok. I owszem, w filozofii się "dowodzi", ale przecież jest to zupełnie inny dowód niż w naukach ścisłych. Jak otworze książkę to w każdej epoce mam filozofów głoszących teorie znajdujące się dokładnie na przeciwnych biegunach od siebie i to niemalże w każdej dziedzinie. I nie ma dojścia: ten - racja (zgodnie z obecną wiedzą jak zawsze), ten - źle. A TAK JEST W FIZYCE. Ulubiona kwestia Boga: jeden dowodzi, że jest, drugi, że nie ma. I obaj na całe stronicę to "dowodzą". A czy obie teorię mogą być prawdziwe? Zaś z kolei mój wykładowca filozofii twierdził, że wszyscy filozofowie mają jakąś rację. I żadna teoria się nie zdezaktualizowała. Zaś w naukach przyrodniczych celem jest uzyskanie jednej, spójnej wiedzy. Czy można twierdzić, że prawdę mają i Ci co twierdzili, że Ziemia jest płaska i Ci co temu przeczyli? Zatem to są KOMPLETNIE inne, dowody. Dlatego mam nadzieję, że mi wybaczysz równie to, że na filozoficzne dowody patrzę zupełnie inaczej..

To może na koniec bardzo konkretny przykład. Twierdzisz, że po
p. Comte już nic nie przejdzie jeśli nie zostanie udowodnione.
Zaś był po nim na przykład taki wielki przecież filozof Friedrich Nietzsche, który stworzył ideę nadczłowieka, szczytu ewolucji człowieka (a chyba wszyscy pamiętają, że szczególnie się ona spodobała faszystom). I pisze on o nim:
Zaprawdę, powiadam ja wam: zło i dobro, które nieprzemijalne być miały - tego niemasz! Ze zła i dobra wyrastać muszą ich pokonania. Waszemi wartości i słowy o złem i dobrem czynicie przemoc, wy twórcy wartości: i tem jest wasza ukryta miłość i dusz waszych blaski, drżenia i rozlewności.
A ja jakoś, o zgrozo, w to jednak nie wierzę...

Tzn. jak?
Może moja wiedza jest niepełna, ale z tego co wiem, w Polsce nie ma bądź jest kilka fabryk, które te śmieci przetwarzają, co jest ponoc kosztowne.
Segreguję śmieci bo mnie tak nauczyli rodzice.
Tak się składa, że widziałam, iż tak fajnie posegregowane śmieci trafiają do jednego kontenera. Aby to miało sens, potrzebne są odpowiednie śmieciary, jakich nie widziałam w Polsce. Natomiast widziałam na zachodzie
Idea jest spoko. Jestem za. Tylko jeśli już coś robimy, to róbmy to odpowiednio, a nie jak zwykle dla samej mody.

Nie wiem w jakim mieście widziałaś taki proceder. W Krakowie segregacja odpadów idzie całkiem niezle. MPO specjalnie wybudowało sortownie. System działa i to na całego.

Jesteś optymistą, to dobrze Ja już straciłam nadzieję. Nie na tyle by wrzucac wszystko do jednego kosza
Przestałam wierzyc w człowieka.
Zdaję sobie sprawę z konieczności ochrony środowiska, ale wiem, że mimo moich i innych (nielicznych) starań, to nic nie da. Moja mama organizuję różne "imprezy" mające na celu uświadamianie i ochronę środowiska. Jak byłam młodsza, brałam w tym udział

Nawet jednostka może zmienić świat. Warto walczyć o to co ważne. Choćby dlatego, że poddając się nie zdziałamy nic. Dopóki walczymy - jest nadzieja.
Podchodzenie do tematu na zasadzie "skoro większość nic nie robi to ja też nie" nie jest niczym innym jak zaniechaniem walki. To zdecydowanie nie mój styl
Pozaty pamiętaj- tłumy idą za jednostką Każda wielka idea nie rodzi się w ogóle społeczeństwa; tylko społeczeństwo po pewnym czasie przyjmuje tok myślenia mniejszości.
(Parafrazując pewnego polityka "społeczeństwo do idioci którymi trzeba kierować bo sami się zadeptają. Jednak pokazując im drogę można nimi kierować jak stadem krów")
Pełen szacunek i uznanie dla Twojej mamy

Wiem, że może brzmi to chłodno z mojej strony, ale tyle rzeczy naoglądałam się, naczytałam...Wiem jak okrutny potrafi byc człowiek, jak degradował, niszczył, zabijał życie. I nadal to kontynuuje.

No i wcale nie zaprzecze Co nie znaczy, że ślepo musisz pozwalać ludziom takimi być. Człowiek ma w sobie pokłady dobra- wystarczy nim tylko odpowiednio pokierować. Pomimo charakteru gatunku ludzkiego - wierze, że w walce o jutro dla ludzkości i tej planety nawet Hitlera dałoby się namówić na ekologie
tak, tak - wiem...utopista ze mnie

Znowu gryziesz

Popatrz na moją sygne
Jeszcze nie gryze- dopiero szczerze kły

Chyba nie zrozumieliśmy się. Znowu gryziesz Chodzi mi o to, że takie "gwiazdeczki" lansują się m.in. poprzez takie akcje. Firmy biorące w tym udział również, coś na zasadzie CSR. Takie mydlenie oczu ludziom. Znajda się tacy, którzy wezmą się do tego na poważnie, ale jest ich garstka. Nie wiem czy ta garstka wystarczy.
Denerwuje mnie taki fałsz.

Oj no i co z tego, że ludzie się lansują?
Tak długo jak efekt jest dobry niech się lansują do woli. Jeżeli mają ochoę to mogą kupować torby choćby za 10000 złotych. Zwisa mi to. Ważne co osiągniemy i jaki jest cel.
Nie zmienisz ludzi. Oni potrzebują wyróżniać się z tłumu. Każdy z Nas.
Jedni kupują ciuchy Nike'a a ja wole sztruksy. Jednak wszyscy chodzimy ubrani.
Więc skoro ktoś woli lansować się na ochronie środowiska niech to robi dopóki chroni przyrode, a nie szkodzi jej.
Nie widze nic złego w tym, że pewne firmy czerpią z ekologi prestiż i pieniądze. Ważne, że ich działanie zmienia ludzką mentalność i wspomaga naturę.
Lexus nie ukrywał, że silniki hybrydowe tworzy dla pieniędzi i ekologii.
I co w związku z tym? Mamy ich spalić na stosie, a może oni powinni rozdawać auta za darmo?
Bądzmy realistami. Pomagają walczyć o środowisko i zmniejszają ilość CO2...i zarabiają na tym- i bardzo dobrze. Jak będzie mnie stać to właśnie z względu na ich dążenia w tym kierunku kupie takie auto

Cytat: Uważam jednak, że powinno się zwraca na to uwagę.
To tak jakbyś powiedział, że biologia to medycyna. Ja widzę różnice i nie podoba mi się mylenie pojęc. Kolejny przykład robienia wody z mózgu ludziom - media. Coraz częściej i podręczniki

Też bym wolał, żeby świat był idealny. Ponad połowa populacji nie umie czytać, więc wybacz że ogólnie urzywa się uproszczonych określeń. Jeżeli tylko skończą się te plastikowe syfy w sklepach i ludzie zaczną urzywać eko torebek to niech je sobie nazywają jak chcą- nawet torba papy smerfa. Mi nazwa nie zrobi różnicy. Myśle, że zwierzętom i naturze też nie

Ale wiele rzeczy w Biblii wedkug tego co ten gostek mowi pasuje do odkryc nauki.


Oczywiście,że pasuje.I nauka potwierdza wiele stwierdzeń, jakie znajdujemy w Biblii. Trudno,żeby było inaczej. Ciągle jednak nie można traktować Biblii jako podręcznika naukowego. Na pewno nie będzie nigdy sprzeczności między nauką a tym, co przeczytamy w Biblii, ale też musimy rozumieć, że Biblia nie tłumaczy wielu rzeczy, którymi zajmuje się nauka. Opis stworzenia świata w siedem dni nie jest więc w żaden sposób sprzeczny ze zdobyczami naukowymi i moim zdaniem nawet traktowanie tych "dni" jako okresów geologicznych jest błędem. Znaczenie tych "dni" jest czysto teologiczne. Bóg "buduje" trzy dni miejsce, kolejne trzy dni stwarza mieszkańców tych miejsc stworzonych w pierwszych trzech dniach i siódmego dnia zawiera przymierze z jednym ze swych stworzeń-człowiekiem. Tylko tyle i aż tyle.

4. Ziemia nie jest płaska, lecz okrągła.
W Biblii jest mowa o tym, że Ziemia nie jest płaska, lecz okrągła: hebr. HuG, gr. guros (stąd "żyroskop") - słowo to jest użyte w Starym Testamencie trzykrotnie:
"Siedzi nad okręgiem ziemi, a jej mieszkańcy są jak szarańcze; rozpostarł niebo jak zasłonę i rozciąga je jak namiot mieszkalny." (Izajasza 40:22)
"Gdy budował niebiosa, byłam tam; gdy odmierzał krąg nad powierzchnią toni." (Przypowieści 8:27)
oraz o atmosferze ziemskiej:
"[Bóg] po okręgu niebieskim przechadza się" (Hioba 22:14)


Wiesz, to jest takie trochę na siłę udowadnianie czegoś, czego tam w sumie wcale nie ma. I, prawdę mówiąc, to z tą wiarą w płaską Ziemię to są mity. Ludzie od bardzo dawnych czasów wierzyli, że Ziemia jest kulista. Odkryli to starożytni Grecy i wiedza ta nigdy nie przestała być powszechnie znana. Przynajmniej wśród ludzi wykształconych. Początki mitu, że w średniowieczu wierzono w "płaską Ziemię" można odnaleźć w wieku dziewiętnastym, w dziele Washingtona Irvinga "The Life and Voyages of Christopher Columbus". Jest to jednak fikcja literacka, bzdura, która tak się usadowiła w świadomości ludzi, że teraz większość jest przekonanych, że ludzkość przez wieki wierzyła w płaską Ziemię. A to, na dowód, jest ilustracja z jakiegoś dzieła naukowego z XII wieku (Podaję za Wikipedią ):



Każdy z Twoich argumentów jest pewną ciekawostką, ale też do każdego można dać wiele krytycznych uwag. Jednak myślę, że najważniejsze jest właśnie zapamiętanie tego, że to nie Biblia ma nam służyć jako podręcznik naukowy. Oczywiste jest, że odpowiednio rozumiany tekst Biblii będzie potwierdzał zdobycze nauki, ale nie można negować tych zdobyczy argumentując, że według naszego rozumienia Słowa Bożego nauka musi się mylić.

I o ile wiem, to Kościół dogmatycznie uczy tylko, że Bóg stworzył Świat z niczego i że wszyscy pochodzimy od jednej pary rodziców. A jak to się już konkretnie stało, zostawia naukowcom do odkrywania. Na szczęście, nauczony epizodem z Galileuszem, Kościół nie stara się już przy pomocy Biblii udowadniać naukowcom, że się mylą.

Kościół popiera i zawsze popierał naukowe badania. To Kościół stworzył system uniwersytetów w Europie i to Kościół stworzył nowoczesną naukę. Kilkadziesiąt kraterów na Księżycu nazwanych jest na cześć naukowców-jezuitów ich imionami. Nie da się wręcz przecenić wpływu Kościoła na rozwój nowoczesnej nauki. Ale ten wpływ jest tak wielki nie dlatego, że naukowcy-katolicy badają Biblię, ale dlatego, że badają otaczającą nas rzeczywistość. I choć Biblia i nauka nie mogą sobie w żaden sposób przeczyć, to błędem jest "naukowe" udowadnianie istnienia Boga i "religijne" udowadnianie praw przyrody. Można zostać filozofem i w ten sposób połączyć te dwa światy (polecam ponownie księdza profesora Hellera), ale nie można ich ze sobą mylić.


Podstawowym błędem okultyzmu jest właśnie próba poznania czegoś, co nie istnieje. To nie magia leży u podstaw okultyzmu, ale coś o wiele groźniejszego. Dlatego okultyzm jest taki niebezpieczny. Gdyby stała za nim tylko magia, nie byłby niebezpieczny. Problem właśnie w tym, że to, co okultyści nazywają magią, w istocie wcale nie zachowuje się jak magia (magia nigdy nie przejawia inteligentnego działania i nie dąży sama w sobie do zniszczenia człowieka).

Cóż za kompletny bełkot, nadający magii (magiji) cechy personifikowanego Demiurga, wykazującego sie "inteligentnym" zamierzeniem i celowością negatywnego wpłynięcia na życie ludzkie. Dysys. Heh. Jak to cytują fani Crowleya: "Magija jest nauką i sztuką powodowania zmiany zgodnie ze swoją wolą." Jak długo żyje, jeszcze nigdy nie spotkałam osoby nadającej pojęciu zjawiska okulistycznego, tzw. magii cech istot żyjących, myślących.
A to właśnie ów"zjawisko" jest przedmiotem ich spekulacji oraz motywacją do refleksji. A nie same napomknięcia z dziedziny Demonologii, Hierofanii, Psychokinezy, Jasnowidzenia i wszelkiego rodzaju innych powiązanych mistycyzmem tematów z dziedziny Religioznawstwa czy Parapsychologii.
Można, bo w mandze to wyobraźnia mangaki jest prawem i zależnościami przyrody. Jeśli mangaka nazwie coś Leafe, Craftem czy jakimś innym określeniem, to jest to Leafe/Craft, a nie magia. Magią jest tylko i wyłącznie to, co wyraźnie i bez owijania w bawełnę jest magią w utworze nagminnie nazywane. Ale stop, bo pomieszaliśmy tematy XD

Magia nie jest pojęciem stricte humanistycznym ani naukowym (w znaczeniu science). Jest ogólnikową nazwą na wszelkiego rodzaju "zjawisk" jakich człowiek nie potrafił/nie potrafi w danej sytuacji zrozumieć, nazwać i opisać. Jeżeli to coś jest związane z wewnętrzna siłą (+autosugestia, +oddziaływanie na świat zew.) i przybliża "człowieka" do natury (+sfery metafizyki) poprzez wykorzystywanie jej żywiołów, jej cząstek, jej symboli... to choćbyś to nazwał tym swoim "Craftem" z WHR to i tak Craft jest jednym z elementów na których składa się magia.
śród wikipedystów są ludzie o wiedzy na naprawdę wysokim poziomie.

Znam nie jedna osobe będacą wikipedista.. Ale większość z nich nie ukończyła jeszcze gimnazjum. Jeśli zaś chodzi o starsze osoby.. to coż większość artykułów uzupełniają licealiści i studenci... a nie specjaliści z danej dziedziny jak np. profesorowie. Ale to i tak jest bezsensu.. nie jeden z moich znajomych z geologii (specjalizacja PST => paleologia i stratygrafia)... zrezygnował z tego. Bo gdzież jest sens uzupełniania i tworzenia artykułów (i to jeszcze podczas swojego mocno ograniczonego czasu wolnego) skoro po pewnym czasie edytują je istne laiki (w dużej mierze geografowie i dzieci) mylący najprostsze sformułowania? A osoby, które nie znają danego tematu... cóż nawet nie zauważą różnicy.

Jeśli poszukujesz wiedzy (a nie krótkich informacji), zajrzyj do najnormalniej w świecie biblioteki, do publikacji naukowych, wręcz do zwykłych dzieł drukowanych, a nie szukaj tego w kłamliwym, uproszczającym wszystko do minimum internecie.

zwłaszcza polska wiki ma z tym ogromne problemy. angielską wiki wspiera cały świat

Język polski nie jest językiem międzynarodowym. To chyba oczywiste, iż wymaganie od polskiej wersji wiki nie tyle wiarygodności, rzetelności co popularności i szybkiego rozwoju jest nonsensem. Zresztą orientujesz się może kto korzysta z polskiej wersji wikipedii (do innych celów niz można np. użyć słownik wyrazów obcych/encyklopedie/podręczniki/logiczne myślenie)? Nie obrażając nikogo, tylko młodzież i dzieci. Ludzie "dorośli", studenci i licealiści a nawet i niektórzy gimnazjaliści, nie tyle z przyczajenia co i powinności szukają zazwyczaj potrzebnych informacji często od razu w języku angielskim w którym najwięcej jest napisanych prac i dokumentów naukowych... jak ongiś w łacinie albo w domowych encyklopediach, książkach.